Fernando Alonso stawia pod znakiem zapytania swoją dalszą karierę w Formule 1 po sezonie 2026. Choć Aston Martin desperacko walczy o zatrzymanie legendy, Hiszpan przyznaje, że jego decyzja nie będzie miała związku z wynikami zespołu na torze. Dwukrotny mistrz świata bije na alarm w kwestii obecnych regulacji technicznych.
Sytuacja w stajni z Silverstone jest napięta, ponieważ obecny kontrakt 43-latka wygasa z końcem roku. Zespół przygotował potężny pakiet poprawek na Grand Prix Węgier, który ma uratować fatalny sezon pełen problemów z nadwagą i niezawodnością bolidu. Alonso ucina jednak spekulacje, jakoby nowa specyfikacja auta miała wpłynąć na jego plany. Kierowca patrzy znacznie dalej niż tylko na najbliższe wyścigi, analizując sens ścigania się po 45. roku życia.
Rozczarowanie w Aston Martin i krytyka bolidów
Hiszpan nie ukrywa, że obecna generacja aut hybrydowych nie dostarcza mu oczekiwanej radości z jazdy. Podczas rozmów w Spa otwarcie przyznał, że jazda tymi konstrukcjami na takich torach jak Silverstone nie jest tym, o czym marzy w kontekście swojej przyszłości. Alonso czuje frustrację, ponieważ ogromne inwestycje Lawrence'a Strolla, zatrudnienie Adriana Neweya oraz współpraca z Hondą nie przyniosły na razie spodziewanych efektów w nowym cyklu regulacyjnym.
„Moja decyzja nie dotyczy tegorocznych osiągów. Myślę, że prawdziwy potencjał zespołu jest znacznie wyższy niż to, co widzimy. Moja decyzja na przyszły rok dotyczy bardziej przepisów” – wyjaśnił Fernando Alonso. Kierowca dodał również, że widok bolidu podczas piątkowych treningów w Barcelonie był dla niego bolesny: „To nie było trudne, to było po prostu rozczarowujące”. Mimo to Hiszpan liczy, że Budapeszt będzie pierwszym krokiem we właściwym kierunku dla całego projektu.
