Drużyna Mariusza Misiury osiągnęła już cel na ten sezon, jakim było utrzymanie w Ekstraklasie. Niespodziewanie będzie jednak grać o coś znacznie większego, czego z pewnością wielu się nie spodziewało.
Gdy Wisła Płock wróciła do Ekstraklasy, niewielu dawało jej szanse na spokojne przetrwanie sezonu. Drużyna Mariusza Misiury traktowana była jako typowy spadkowicz — rywal, z którym punkty zbiera się bez większego wysiłku. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Płocczanie zimę spędzili na pozycji lidera tabeli, a w dalszej części rozgrywek nie oddali miejsca w czołówce. Utrzymanie — oficjalny cel na ten sezon, wielokrotnie podkreślany przez samego trenera Misiurę — zostało osiągnięte, zanim ligowy kalendarz dobiegł końca. Tyle że ambicje, a przede wszystkim finansowe realia, każą teraz patrzeć znacznie wyżej.
W umowach sponsorskich Wisły Płock — zawartych między innymi z Orlenem i marką Budmat — znalazły się zapisy gwarantujące klubowi premie pieniężne w przypadku awansu do europejskich pucharów. Klub będzie mógł też liczyć na dodatkowe wsparcie miasta – właściciela.
Mechanizm jest prosty: logo sponsora eksponowane na arenie międzynarodowej to zasięg wykraczający daleko poza granice Polski, co przekłada się na wymierną wartość reklamową. Dla klubu oznaczałoby to zastrzyk gotówki pozwalający na wzmocnienie kadry przed kolejnym sezonem oraz zatrzymanie piłkarzy przebywających w Płocku na wypożyczeniu. Nieoficjalnie mówi się o kwotach 5-7 milionów złotych.
Ścieżka do Europy jest przy tym realnie otwarta. Wisła Płock może zapewnić sobie udział w pucharach nawet za zajęcie piątego miejsca w ligowej tabeli — i to bez konieczności wyprzedzania Rakowa czy Górnika Zabrze. Oba kluby znalazły się w finale STS Pucharu Polski, a zwycięstwo w tym meczu oznacza bezpośredni awans do Ligi Europy. W takim scenariuszu ligowe miejsce dające prawo gry w pucharach „spada" niżej, co otwiera drzwi właśnie przed Płocczanami.
Cel sezonowy został więc oficjalnie osiągnięty — nieoficjalnie jednak walka trwa nadal, a jej stawka jest wyższa, niż ktokolwiek mógł się spodziewać na początku rozgrywek.
