Max Verstappen ma za sobą dwa przerażające weekendy wyścigowe, które zakończyły się rozbiciem bolidu przez awarię tylnego skrzydła. Choć czterokrotny mistrz świata podkreśla, że usterki w Austrii i Wielkiej Brytanii miały inne podłoże, skutek był identyczny i niezwykle kosztowny dla zespołu z Milton Keynes.
Sytuacja staje się krytyczna, ponieważ Red Bull postawił na rewolucyjny system aktywnej aerodynamiki, znany jako skrzydło Macarena. Rozwiązanie to pozwala na rotację elementu o 160 stopni, co drastycznie redukuje opór powietrza, ale okazuje się zawodne w kluczowych momentach. Verstappen nie gryzł się w język po wyścigu na Silverstone, nazywając ostatnie incydenty mianem „superniebezpiecznych”. Frustracja kierowcy narasta, a zespół musi podjąć radykalne kroki przed Grand Prix Belgii.
Ryzykowny projekt pod lupą inżynierów
Laurent Mekies zapowiada bezkompromisowe śledztwo w sprawie wadliwego komponentu. Zespół rozważa nawet powrót do starszej, konwencjonalnej specyfikacji skrzydła na torze Spa-Francorchamps, co byłoby bolesnym krokiem wstecz pod względem osiągów. „Przejrzymy cały obszar, aby upewnić się, że pozostawiamy zerową szansę na ponowne wystąpienie takiej sytuacji” — zadeklarował Mekies, dodając, że wszystkie opcje, włącznie z wycofaniem innowacji, pozostają na stole.
Presja czasu jest ogromna, a Red Bull nie może pozwolić sobie na trzeci z rzędu wypadek lidera klasyfikacji. „Zrobimy wszystko, co konieczne, aby być po bezpiecznej stronie” — ucina Mekies. Podczas gdy inżynierowie pod wodzą Pierre’a Wache walczą z czasem, konkurencja z McLarena obserwuje sytuację z dystansem. Zespół z Woking posiada własną wersję ruchomego skrzydła, ale ze względów bezpieczeństwa wciąż zwleka z jego debiutem, co w obliczu problemów Verstappena wydaje się uzasadnioną strategią.
