Arsenal Londyn stoi przed ogromnym wyzwaniem kadrowym po dramatycznych wydarzeniach w półfinale mistrzostw świata. William Saliba padł na murawę w meczu Francji z Hiszpanią i nie był w stanie kontynuować gry. Klubowe prognozy są bezlitosne dla fanów z Emirates Stadium.
Sytuacja 25-letniego obrońcy wyglądała fatalnie już w momencie, gdy opuszczał boisko. Jak donosi L’Equipe, Saliba przekazał swojemu partnerowi z defensywy, Dayotowi Upamecano, wstrząsającą wiadomość. „Moje plecy są martwe” – miał powiedzieć reprezentant Francji, zanim ostatecznie poddał się bólowi. Okazuje się, że zawodnik od miesięcy zmagał się z przewlekłymi dolegliwościami, które maskował silnymi środkami przeciwbólowymi oraz specjalnym, lekkim programem treningowym wdrożonym przez sztab medyczny Arsenalu.
Konieczna operacja i długa przerwa lidera
Wszystko wskazuje na to, że limit wytrzymałości organizmu został przekroczony. Choć Didier Deschamps mógł nie znać pełnej skali problemu, sztab medyczny Arsenalu przygotowuje się na najgorszy scenariusz. Najbardziej prawdopodobnym rozwiązaniem jest teraz operacja, która wykluczy Francuza z gry na cztery do pięciu miesięcy. Klub już prowadzi nieformalne rozmowy z potencjalnymi następcami, wiedząc, że Saliba opuści znaczną część nadchodzącego sezonu Premier League. To potężny cios w plany budowy defensywy na nową kampanię.
Wcześniejsze doniesienia sugerowały krótszą absencję po urazie kostki w meczu z Liverpoolem, jednak problemy z plecami okazały się znacznie poważniejsze. Saliba mimo ogromnego poświęcenia nie zdoła pomóc drużynie w pierwszych meczach sezonu, w tym w zaplanowanym na 1 sierpnia sparingu w Gironie. Arsenal musi teraz błyskawicznie zareagować na rynku transferowym, aby załatać dziurę po swoim kluczowym defensorze, który przez długi czas grał ponad siły, byle tylko wspomóc reprezentację i klub.
