George Russell przeżył koszmarny weekend podczas Grand Prix Węgier, który stał się symbolem jego frustracji w pierwszej połowie sezonu 2026. Brytyjczyk zmagał się z serią nieszczęśliwych zdarzeń, zaczynając od sobotniego uszkodzenia silnika po uderzeniu w krawężnik, co wymusiło wymianę jednostki napędowej tuż przed startem niedzielnego wyścigu. To był jednak dopiero początek problemów, które ostatecznie pogrzebały jego szanse na dobry wynik już w momencie gasnących świateł.
Kluczowy moment nastąpił na polach startowych, gdy w bolidzie Russella niespodziewanie aktywował się system anti-stall. Choć inżynierowie Mercedesa przez radio sugerowali błąd kierowcy polegający na odjęciu gazu, szczegółowa analiza danych wykazała poważną usterkę oprogramowania. Silnik zaczął żyć własnym życiem, a obroty jednostki napędowej wymknęły się spod kontroli, nie reagując na ruchy pedału gazu wykonywane przez zdezorientowanego zawodnika.
Telemetria nie kłamie: Silnik Mercedesa oszalał
Porównanie z danymi Kimi Antonelliego obnażyło skalę problemu. Podczas gdy Włoch utrzymywał stabilne 12300 obrotów na minutę, silnik Russella gwałtownie wystrzelił do poziomu 12800 obrotów przy identycznym wciśnięciu gazu. Próba ratowania sytuacji przez George’a tylko pogorszyła sprawę, bo system nie reagował liniowo. W efekcie Brytyjczyk ruszał z zaledwie 9-procentowym otwarciem przepustnicy, co doprowadziło do zdławienia jednostki i utraty wielu pozycji.
„Trzymałem gaz, utrzymując obroty, i nagle, około czterech sekund przed zgaśnięciem świateł, silnik zaczął szaleć. Reagowałem przepustnicą, ale to nic nie dawało. Silnik po prostu nie odpowiadał na moje polecenia” – wyjaśnił po wyścigu George Russell. Kierowca przyznał również, że zespół widział już podobny problem podczas przedsezonowych testów w Bahrajnie, co czyni niedzielną awarię nowej jednostki napędowej jeszcze trudniejszą do zaakceptowania przez ekipę z Brackley.
Toto Wolff nie krył irytacji postawą techniczną swojego zespołu, określając liczbę błędów w tej części sezonu jako niedopuszczalną. Szef Mercedesa potwierdził, że Russell był jedynie pasażerem w starciu z wadliwym oprogramowaniem. Sam kierowca otwarcie przyznał, że potrzebuje teraz przerwy wakacyjnej, aby naładować baterie po okresie, w którym pech i usterki techniczne regularnie odbierały mu szanse na zasłużone punkty i podia.
