Kimi Antonelli wygrał Grand Prix Belgii po pasjonującej pogoni za Charlesem Leclerkiem. Włoski nastolatek z Mercedesa pokazał niesamowite tempo, odzyskując prowadzenie na legendarnym torze Spa-Francorchamps i umacniając się na pozycji lidera mistrzostw świata Formuły 1.
Niedzielna rywalizacja zaczęła się od trzęsienia ziemi dla George’a Russella. Brytyjczyk stracił moc na prostej Kemmel z powodu awarii baterii, co natychmiast wykorzystali rywale. W zamieszaniu doszło do kontaktu z Lewisem Hamiltonem, w wyniku którego bolid Russella wylądował w żwirze. Sędziowie uznali winę siedmiokrotnego mistrza świata, nakładając na niego pięć sekund kary. Mimo to Hamilton zdołał dowieźć czwarte miejsce do mety, choć nad jego wynikiem wciąż wisi widmo kolejnej kary za niebezpieczny wyjazd z boksów.
Strategiczna pułapka Ferrari i pogoń Antonellego
Ferrari próbowało przechytrzyć Mercedesa, wykorzystując wirtualny samochód bezpieczeństwa do darmowej zmiany opon. Charles Leclerc wyjechał na prowadzenie, ale nie był w stanie odeprzeć ataku rozpędzonego 18-latka. Antonelli dopadł Monakijczyka na 5. zakręcie i nie oddał zwycięstwa do samej mety, finiszując z przewagą niespełna dwóch sekund. Podium uzupełnił Max Verstappen, który po obiecującym początku wyścigu stracił dystans do czołowej dwójki podczas neutralizacji.
Pechowo zakończył się występ Lando Norrisa. Brytyjczyk miał szansę na wysokie miejsce dzięki alternatywnej strategii, jednak fatalny błąd mechaników McLarena przy wymianie lewego tylnego koła zepchnął go na siódmą lokatę. Tymczasem w dole stawki błysnął Franco Colapinto, który efektownym manewrem wyprzedził jednocześnie dwóch rywali na prostej Kemmel, zapewniając ekipie Alpine jeden punkt za dziesiąte miejsce.
