Emma Raducanu może nie wystąpić w tegorocznym Wimbledonie. Brytyjska tenisistka zmaga się z kolejnym urazem, który stawia pod znakiem zapytania jej udział w najważniejszym dla niej turnieju w sezonie. Jak donoszą media, sytuacja jest poważna.
Mimo zapewnień sztabu o gotowości zawodniczki do gry, 23-letnia Raducanu została zmuszona do opuszczenia czwartkowego treningu. W kuluarach huczy od plotek o problemach ze stopą lub nogą, co jest o tyle bolesne, że zawodniczka notowała ostatnio zwyżkę formy. Po dotarciu do finału turnieju WTA 500 w Queen’s Clubie wydawało się, że problemy zdrowotne, w tym wirus trapiący ją przez wiele tygodni, odeszły w niepamięć. Rezygnacja z występów w Nottingham oraz Eastbourne miała być jedynie środkiem ostrożności, jednak rzeczywistość okazała się znacznie trudniejsza.
Powrót do korzeni i walka z presją
Obecny sezon miał być dla Raducanu przełomowy ze względu na ponowną współpracę z trenerem Andrew Richardsonem. To właśnie pod jego wodzą Brytyjka odniosła historyczny sukces w US Open w 2021 roku. Wimbledon miał być ich pierwszym wspólnym turniejem wielkoszlemowym od tamtego triumfu. Mark Petchey, były trener zawodniczki, wierzy w jej powrót na szczyt, choć zauważa, że życie w blasku fleszy i ciągłe ocenianie przez pryzmat sukcesu sprzed pięciu lat jest dla niej ogromnym wyzwaniem psychicznym.
„Ona na pewno może wygrać kolejny turniej wielkoszlemowy, zawsze w to wierzyłem. Jeśli znajdzie sposób, by każdego dnia robić zwyczajne rzeczy w nadzwyczajny sposób i nie będzie szukać drogi na skróty do miejsca, w którym była w 2021 roku, wszystko będzie dobrze” – przyznał Mark Petchey w rozmowie ze Sky Sports. Ekspert podkreślił również, że powrót do Richardsona to doskonały ruch, pozwalający zawodniczce wrócić myślami do najlepszego okresu w jej karierze. Organizatorzy Wimbledonu potwierdzili już, że w przypadku wycofania się Raducanu, jej miejsce w drabince zajmie zawodniczka z eliminacji.
