Novak Djokovic wraca do rywalizacji w turnieju Italian Open, ale jego powrót na korty w Rzymie odbywa się w atmosferze buntu. 24-krotny mistrz wielkoszlemowy nie gryzł się w język podczas konferencji prasowej. Serb otwarcie skrytykował nowy format turniejów rangi ATP 1000, który wywołuje coraz większy opór wśród największych gwiazd światowego tenisa.
Lider rankingu nie grał od czasu porażki z Jackiem Draperem w Indian Wells. Przymusowa przerwa była spowodowana kontuzją barku, która wykluczyła go z turniejów w Miami, Monte Carlo oraz Madrycie. Teraz Djokovic ma zmierzyć się z Dino Prizmicem, ale to nie rywal spędza mu sen z powiek. Tenisista wprost przyznał, że nienawidzi dwutygodniowych turniejów Masters, które stały się nowym standardem w kalendarzu ATP.
Bunt gigantów przeciwko nowemu kalendarzowi
Djokovic woli stary system, gdzie Mastersy trwały tydzień, a tylko Wielkie Szlemy dwa. Nie jest w tej opinii odosobniony. Carlos Alcaraz i Jannik Sinner również krytykowali te zmiany. Sinner zauważył, że przez rozciągnięcie turniejów kibice i gracze tracą orientację, kiedy odbywają się kluczowe mecze. Włoch podkreślił, że w tradycyjnych turniejach, jak ten w Monte Carlo, harmonogram jest jasny, a poziom emocji od pierwszej rundy znacznie wyższy.
Mimo frustracji związanej z organizacją rozgrywek, Djokovic cieszy się z powrotu do Rzymu, gdzie triumfował już sześć razy. Serb przyznał, że musiał czekać na poprawę kondycji fizycznej, by móc rywalizować na mączce. Jego głównym celem pozostaje Roland Garros, a start we Włoszech ma być kluczowym etapem przygotowań. Dzięki rozstawieniu w innej części drabinki niż Sinner, Serb ma realną szansę na pierwszy finał Masters od Miami w 2025 roku.
