Novak Djoković po raz drugi z rzędu musiał uznać wyższość Jannika Sinnera w półfinale Wimbledonu. Choć Serb przyjął porażkę z klasą, podczas konferencji prasowej puściły mu nerwy w starciu z przedstawicielami mediów.
24-krotny mistrz wielkoszlemowy otwarcie przyznał, że czuje narastający ciężar oczekiwań dotyczących zdobycia 25. tytułu. Djoković podkreślił, że presja płynie nie tylko od osób z jego bliskiego otoczenia, ale przede wszystkim ze strony dziennikarzy, którzy deprecjonują jego dotychczasowe osiągnięcia. Tenisista zaznaczył, że pogoń za kolejnymi pucharami nie jest jego jedynym i obowiązkowym celem, a ciągłe pytania o rekordy stają się dla niego uciążliwe w obliczu własnego niezadowolenia z gry.
Gorzkie słowa mistrza o braku satysfakcji
Serb nie gryzł się w język, opisując swoje odczucia po przegranej walce o finał.
Zaczęło mnie to już trochę irytować, ponieważ czuję, że sam nie jestem dla siebie wystarczający, a inni nakładają na mnie dodatkowy ciężar
Tenisista odniósł się do wyśrubowanych wymagań, według których 24 tytuły wielkoszlemowe czy setka wygranych turniejów to wciąż za mało.
Jakby 400 tygodni na szczycie rankingu było nieadekwatne i musiało ich być 1000
Mimo bolesnej porażki i 39 lat na karku, Djoković nie planuje jeszcze kończyć kariery i wyraził chęć powrotu na londyńskie korty w przyszłym roku. Teraz jego uwaga skupia się na US Open, gdzie powalczy o swój piąty triumf w Nowym Jorku. W poprzednich dwóch edycjach tego turnieju Serb odpadał odpowiednio w trzeciej rundzie oraz półfinale, przegrywając z Alexeiem Popyrinem i Carlosem Alcarazem. Kolejna szansa na upragniony 25. tytuł nadejdzie już podczas startu na Flushing Meadows.