Do końca sezonu Ekstraklasy pozostało już tylko pięć kolejek. Sytuacja jest niesłychana, bo nadal większość klubów ma o co grać. W gronie ekip, które są już w zasadzie skazane na nudę mamy zaledwie dwa kluby!
Rzadko kiedy tabela ligowa tak blisko finału sezonu wygląda równie nieczytelnie. Po 29 kolejkach Ekstraklasy różnica między dziesiątą pozycją a najwyżej sklasyfikowanym klubem ze strefy spadkowej wynosi zaledwie trzy punkty. Radomiak Radom, zajmujący dziesiąte miejsce, zgromadził 37 punktów — tyle samo, co Legia, Korona Kielce, Cracovia i Pogoń Szczecin. Arka Gdynia, najlepsza spośród drużyn bezpośrednio zagrożonych spadkiem, ma na koncie 34 oczka. Ta matematyczna gęstość oznacza jedno: praktycznie każdy z uczestników rozgrywek — zarówno w górnej, jak i dolnej części tabeli — nadal ma realny powód, by walczyć.
Na czele stawki prowadzi Lech Poznań z dorobkiem 49 punktów, lecz i tam cisza przed burzą jest złudna — Jagiellonia oraz Górnik Zabrze, z 46 punktami każdy, nie zamierzają odpuścić. Wisła Płock z 45 oczkami domyka czwórkę pretendentów do europejskich pucharów, a pościg trwa w niemal połowie tabeli.
Na tym dynamicznym tle wyróżniają się dwa kluby, dla których pozostałe pięć meczów będzie pozbawione ciśnienia: Motor Lublin (39 punktów) oraz Lechia Gdańsk (38 punktów, przy czym klub otrzymał odjęcie pięciu punktów decyzją federacji). Obie drużyny znalazły się w swoistej próżni — zbyt daleko od strefy europejskiej, zbyt wysoko od spadku, by scenariusze zmiany ich sytuacji były realistyczne.
Dla Widzewa Łódź to informacja niemal z kategorii szczęśliwego zbiegu okoliczności. Łodzianie w najbliższym czasie zmierzą się u siebie właśnie z Motorem Lublin, następnie udadzą się na Legię, by potem znów zagrać przed własną publicznością — tym razem przeciwko Lechii Gdańsk. Dwa z trzech nadchodzących spotkań Widzewa to mecze z drużynami, które — w przeciwieństwie do samych Łodzian — nie mają już praktycznie nic do ugrania.

