Dwie minuty, dwa gole. Jak Manchester United skradł Ligę Mistrzów w ostatnim oddechu meczu? Dzisiaj mija dokładnie 27 lat od pamiętnego finału Ligi Mistrzów na Camp Nou, w którym „Czerwone Diabły” pokonały Bayern Monachium tuż przed ostatnim gwizdkiem sędziego.
Był 26 maja 1999 roku. Na trybunach Camp Nou siedziało ponad 90 tysięcy widzów, a Niemcy w koszulkach Bayernu Monachium byli już mentalnie na podium. Minuty doliczanego czasu gry upływały, a trofeum Ligi Mistrzów stało gotowe do dekoracji czerwonymi wstążkami bawarskiego klubu. Nikt nie mógł przypuszczać, że historia futbolu szykuje się do napisania jednej ze swoich najdziwaczniejszych stron.
Finał Ligi Mistrzów 1998/99 przeszedł do legendy nie tyle jako wielki mecz taktyczny, co jako dowód, że w futbolu nie ma nic niemożliwego — i że nigdy, przenigdy nie należy świętować przed ostatnim gwizdkiem.
Już od pierwszych minut meczu widać było, że United ma problem. Alex Ferguson musiał obejść się bez dwóch kluczowych zawodników — Roy Keane i Paul Scholes byli zawieszeni z powodu żółtych kartek zdobytych we wcześniejszych rundach. Brakowało serca i mózgu środka pola. Bayern natomiast od razu przejął kontrolę.
W szóstej minucie Mario Basler wpakował piłkę do siatki po precyzyjnym strzale z rzutu wolnego. Bramkarz Peter Schmeichel nie miał szans. Bayern prowadził 1:0 i ta przewaga wyglądała solidnie — nie jak zalążek dramatu, lecz jak fundament spokojnego zwycięstwa.
Przez 84 minuty Bayern wyglądał jakby puchar był już jego. Carsten Jancker uderzył w poprzeczkę, Stefan Effenberg miał kilka groźnych akcji. United odpowiadało sporadycznie, bez przekonania. Kiedy sędzia Alessandro Mottola spojrzał na zegarek, tablice wyników wciąż wskazywały 1:0 dla Bayernu.
„Myślałem, że to już koniec. Zostało może 90 sekund. Serce mi się ściskało." – wspomina Ole Gunnar Solskjær.
Następnie stało się to, o czym do dziś opowiadają kibice na całym świecie. W 91. minucie Teddy Sheringham — wszedł z ławki dosłownie chwilę wcześniej — wpakował piłkę do siatki po zamieszaniu po rzucie rożnym. Remis. Camp Nou zamarło, albo raczej: połowa Camp Nou zamarła, a druga połowa eksplodowała.
Ale to był dopiero wstęp. Zaledwie dwie minuty później inny rezerwowy — Ole Gunnar Solskjær, dziś znany przede wszystkim trenerom i kibicom jako „Zabójcze Dziecko" — wyrzucił nogę w stronę dośrodkowania i posłał piłkę pod poprzeczkę. 2:1 dla United. Koniec meczu. Koniec marzeń Bayernu.
Dla Petera Schmeichela był to ostatni występ w barwach Manchesteru United. Duński bramkarz — jeden z najlepszych w historii klubu — żegnał się z Old Trafford w chwale. Zanim mecz dobiegł końca, Schmeichel zdążył jeszcze wyjść na rzut rożny w doliczonym czasie gry, szukając cudu zrywem w górę. Cud przyszedł — choć nie od niego.
W szatni Bayernu zapanowała cisza, jakiej nikt tam nie chciał słyszeć. Lothar Matthäus, weteran, który opuścił boisko na kilka minut przed końcem, mógł jedynie patrzeć z ławki. Carsten Jancker siedział na murawie, nie mogąc uwierzyć, że medal, który miał trafić na jego szyję, właśnie wylądował na szyjach rywali.
To zwycięstwo domknęło jeden z najbardziej niesamowitych sezonów w historii angielskiego futbolu. Manchester United wygrał trzy największe trofea w jednym roku — coś, czego żaden angielski klub nie dokonał nigdy wcześniej ani nigdy później.
Alex Ferguson odebrał po tym sukcesie tytuł szlachecki — Sir Alex Ferguson. Trudno wyobrazić sobie bardziej zasłużone uhonorowanie. Treble — trzy trofea w jednym sezonie — do dziś pozostaje szczytem osiągnięć na angielskiej wyspie.
Warto przypomnieć sobie jak wyglądał ten mecz. Oto pełny skrót pamiętnego finału Ligi Mistrzów:
![Cud na Camp Nou. Dzisiaj mija 27 lat! [WIDEO]](/uploads/cud-na-camp-nou-dzisiaj-mija-27-lat-wideo-1779798069399.webp)
