Bayer Leverkusen i Bayern Monachium stworzyły widowisko, które wymknęło się spod jakiejkolwiek kontroli. W meczu na szczycie Bundesligi działy się rzeczy trudne do wytłumaczenia, a główną rolę odegrał system VAR, który interweniował aż cztery razy. Kibice zobaczyli dwie czerwone kartki i trzy nieuznane bramki, co zamieniło hitowe starcie w absolutny chaos decyzyjny.
Wszystko zaczęło się od prowadzenia ekipy Kaspera Hjulmanda po trafieniu Aleixa Garcii. Później Jonathan Tah cieszył się z gola, ale sędziowie dopatrzyli się zagrania ręką. Bayern musiał radzić sobie w dziesiątkę po tym, jak Nicolas Jackson wyleciał z boiska za brutalny faul na Martinie Terrierze. Choć początkowo arbiter pokazał żółtą kartkę, po analizie wideo zmienił decyzję na czerwoną. W drugiej połowie błąd Janisa Blaswicha niemal wykorzystał Harry Kane, ale jego trafienie na 1:1 również zostało anulowane przez VAR. Ostatecznie wyrównał Luis Diaz, który chwilę później... sam wyleciał z boiska za symulowanie.
Debiutancki gol nastolatka i problemy w Wolfsburgu
Podczas gdy w Leverkusen trwała wojna nerwów, w Dortmundzie narodziła się nowa gwiazda. 18-letni Luca Reggiani zdobył swoją pierwszą bramkę w Bundeslidze w barwach Borussii. Młody obrońca zdominował rywali w powietrzu, wygrywając wszystkie pojedynki główkowe. Jego występ jest jasnym sygnałem dla sztabu szkoleniowego, zwłaszcza w kontekście planowanego na lato odejścia Niklasa Süle. Reggiani wraz z Samuele Inacio mają dostawać coraz więcej szans w końcówce sezonu, by na stałe wejść do pierwszej jedenastki BVB.
Fatalnie wygląda sytuacja Wolfsburga pod wodzą Dietera Heckinga. W jego debiucie drużyna oddała zaledwie dwa celne strzały i wymieniła o połowę mniej podań niż Hoffenheim. Mimo obecności Christiana Eriksena i Jespera Lindstrøma w składzie, zespół tylko szczęśliwie zremisował 1:1 po golu Konstantinosa Koulierakisa i późniejszej odpowiedzi Grischa Prömela. Tymczasem Eintracht Frankfurt pod wodzą Alberta Riery notuje trzecie czyste konto z rzędu, pokonując Heidenheim 1:0 i udowadniając, że problemy defensywne z początku rozgrywek są już tylko wspomnieniem.
