Bunt w świecie tenisa? Sabalenka i Sinner mówią o bojkocie, Świątek zajęła inne stanowisko

Mikołaj RydzMikołaj Rydz
15 maja 2026 21:49
Bunt w świecie tenisa? Sabalenka i Sinner mówią o bojkocie, Świątek zajęła inne stanowisko
Źródło: tennis365.com

Wielki Szlem stoi w obliczu bezprecedensowego kryzysu. Aryna Sabalenka przewodzi grupie zawodników grożących bojkotem najważniejszych turniejów, domagając się sprawiedliwego podziału gigantycznych zysków. Czy tenisowy świat czeka paraliż?

Kością niezgody są pieniądze. Mimo że pula nagród tegorocznego French Open wzrosła o 9,5 proc., gracze są wściekli. Twierdzą, że otrzymują mniej niż 15 proc. przychodów generowanych przez turnieje wielkoszlemowe. Dla porównania, w turniejach rangi Masters 1000 ten współczynnik wynosi 22 proc., a w amerykańskich ligach zawodowych jak NBA czy MLB gracze otrzymują około połowy wypracowanych środków. Aryna Sabalenka i wspierany przez zawodników projekt Red Eye żądają radykalnych zmian.

Rozłam wśród największych gwiazd

Jedność środowiska jest jednak iluzją. Podczas gdy Jannik Sinner alarmuje, że gracze nie są szanowani, a Coco Gauff dopuszcza bojkot pod warunkiem wspólnego działania wszystkich tenisistów, Iga Świątek i Emma Raducanu dystansują się od tak radykalnych kroków. Ekspert finansowy, profesor Rob Wilson, ostrzega, że brak wspólnego frontu i odmienne głosy, jakie płyną od Novaka Djokovicia czy Carlosa Alcaraza, mogą pogrzebać szanse na wywalczenie lepszych warunków finansowych.

Argumenty zawodników wykraczają poza same nagrody. Tenisiści domagają się od organizatorów Wielkich Szlemów składek na fundusze emerytalne, ubezpieczeń zdrowotnych oraz wsparcia dla zawodniczek na urlopach macierzyńskich. Chcą także realnego wpływu na kalendarz startów, który obecnie trwa aż 11 miesięcy. Z drugiej strony pojawiają się głosy krytyki, jak ten Simona Jordana, który nazywa zwolenników bojkotu imbecylami, przypominając, że zyski z turniejów takich jak Wimbledon finansują rozwój tenisa amatorskiego.

Profesor Wilson podkreśla, że tenis to skomplikowany ekosystem globalny, którego nie można bezpośrednio porównywać do rynku amerykańskiego. Zbyt wysokie żądania finansowe obecnych gwiazd mogą oznaczać brak środków na szkolenie następców. Turnieje wielkoszlemowe muszą zarabiać, by inwestować w infrastrukturę i młode talenty. Ostatecznie obie strony prawdopodobnie będą musiały znaleźć kompromis, zanim dojdzie do faktycznego wstrzymania gry na kortach w Paryżu czy Londynie.

Udostępnij artykuł:

Komentarze (0)

Publikując komentarz, zgadzasz się na przetwarzanie podanej nazwy i treści, które będą widoczne publicznie. Zobacz Politykę prywatności.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!