Mohammed Ben Sulayem, prezydent FIA, jest przekonany, że kończące sezon wyścigi Formuły 1 w Katarze i Abu Zabi odbędą się zgodnie z planem. Zastrzegł jednak, że nie potrafi przewidzieć rozwoju konfliktu na Bliskim Wschodzie.
Wcześniej w tym roku odwołano Grand Prix Bahrajnu i Arabii Saudyjskiej z powodu konfliktu Stanów Zjednoczonych i Izraela z Iranem. Organizatorzy wyścigu w Bahrajnie przenieśli go do Malezji. W ostatnich tygodniach malały obawy o rozegranie rund w Katarze i Abu Zabi, choć rozważano też możliwość przeniesienia finału sezonu na tor Imola. Stefano Domenicali, dyrektor generalny Formuły 1, mówił wcześniej, że utrzymanie obu wyścigów pozostaje planem A. W ostatnich tygodniach zmieniło się także podejście do terminu decyzji: zamiast oczekiwać na ogłoszenie w połowie października, personel F1 ma zakładać, że wyścigi się odbędą, chyba że otrzyma inne informacje.
FIA przygotowuje się na utrudnienia w podróży
Ben Sulayem mówił, że na razie czuje się bezpiecznie, a jego rodzina mieszka w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. „Wszystko z nimi w porządku. Mam tam dzieci. Myśli pan, że zostawiłbym je tam, skoro sam jestem teraz tutaj z panem?” – powiedział. Zaznaczył, że obraz przedstawiany w mediach i telewizji różni się od sytuacji, z którą mają do czynienia na miejscu. Jednocześnie dodał, że nie może zagwarantować, iż nic się nie wydarzy. „Mogę powiedzieć tylko, że dzisiaj nic się nie dzieje i oba wyścigi się odbędą” – stwierdził.
Ben Sulayem powiedział, że cieszy go możliwość wysłania pracowników FIA na wyścigi. „Nie sądzę, żeby pracownicy FIA byli dla mnie ważniejsi niż ja sam i moja rodzina. Skoro tam jestem, to znaczy, że czuję się bezpiecznie” – wyjaśnił. Zastrzegł przy tym, że sytuacja może się zmienić. Wspomniał o Rajdzie Dakar w Arabii Saudyjskiej: jeśli federacja sportów motorowych w tym kraju przekaże nowe informacje, FIA dostosuje się do nich i udzieli pomocy. Ben Sulayem przypomniał również, że gdy pojawiła się prośba, by nie organizować wydarzenia w Arabii Saudyjskiej, książę koronny Bahrajnu zadzwonił z propozycją przeniesienia go do Malezji. Jak dodał, ta współpraca pokazuje, że motorsport będzie kontynuowany.
Napięcia w regionie obejmują ataki na statki w cieśninie Ormuz, a eksport ropy znacząco spadł. W Jemenie nasilił się konflikt między Arabią Saudyjską a wspieranymi przez Iran rebeliantami Huti; w ataku rakietowym na międzynarodowe lotnisko im. Króla Chalida w Rijadzie zginęło 13 osób. Port lotniczy wznowił później ograniczoną działalność, a Wielka Brytania zadeklarowała wsparcie dla Arabii Saudyjskiej myśliwcami, które mają chronić ją przed kolejnymi atakami Huti. Z powodu bliskości Kataru i Zjednoczonych Emiratów Arabskich do obszarów objętych konfliktem rozegranie dwóch ostatnich rund sezonu stanęło pod znakiem zapytania.
FIA przygotowała procedury na wypadek problemów z podróżą. W takiej sytuacji federacja może zwrócić się do lokalnych federacji sportów motorowych o pomoc w zapewnieniu wolontariuszy i urzędników potrzebnych do przeprowadzenia zawodów. Ben Sulayem przywołał przykład libańskiej rundy Rajdowych Mistrzostw Bliskiego Wschodu FIA, która pozwoliła wznowić tegoroczną serię. Obsługiwali ją urzędnicy z Cypru, Grecji i Jordanii, a cypryjska runda zamknęła mistrzostwa po odwołaniu zawodów w Arabii Saudyjskiej. W MotoGP zespoły usłyszały z kolei, że przełożony wyścig w Katarze ma odbyć się w listopadzie.
Federacja szykuje też zastępczą grupę pracowników na wypadek, gdyby rządy ograniczyły podróże. Chodzi między innymi o sytuację, w której zabraknie dyrektora wyścigu lub sędziów, nawet jeśli zespoły i Formula One Management będą już na miejscu. „Nigdy nie zabierzemy naszych pracowników, kierowców ani żadnych urzędników w miejsce, które uznamy za ryzykowne” – zapewnił Ben Sulayem. Niepewny pozostaje również Rajd Dakar w 2027 roku; jeśli Arabia Saudyjska nie będzie mogła go zorganizować, możliwą alternatywą jest Maroko.
