Powrót na Spotify Camp Nou okazał się dla Barcelony prawdziwym błogosławieństwem, które wykracza daleko poza sferę sportową. Drużyna Hansiego Flicka nie przegrała tam jeszcze meczu ligowego, budując fundament pod skuteczną obronę tytułu w LaLiga. Jak donosi Cadena SER, klubowe biura już teraz liczą zyski, które mają definitywnie zakończyć wieloletni kryzys finansowy trapiący katalońskiego giganta.
Obecnie stadion może pomieścić 62 tysiące widzów, co i tak stanowi ogromny skok w porównaniu do frekwencyjnej mizerii na Estadi Olimpic Lluis Companys w Montjuic. Prawdziwy przełom nastąpi jednak w kwietniu przyszłego roku, gdy do użytku zostanie oddany trzeci poziom trybun. Pojemność obiektu wzrośnie wtedy do 105 tysięcy miejsc, a Barcelona zacznie zarabiać dodatkowe 80 milionów euro w każdym kolejnym sezonie dzięki samej rozbudowie.
Finansowy ratunek i przymusowa wyprowadzka
Władze klubu zaplanowały w budżecie łącznie 350 milionów euro dodatkowego dochodu z operacji związanych ze Spotify Camp Nou. Te środki mają przywrócić Barcelonie normalność i pozwolić na swobodne funkcjonowanie na rynku transferowym. Optymizm studzi jednak harmonogram prac budowlanych, który zakłada, że pełne korzyści finansowe zaczną spływać do klubowej kasy najwcześniej w sezonie 2028-29. Wszystko przez skomplikowany proces inwestycyjny, który wymusi kolejne zmiany lokalizacji.
Latem 2027 roku rozpocznie się kluczowy etap budowy zadaszenia stadionu, co wiąże się z kolejną rewolucją dla kibiców i piłkarzy. Barcelona będzie musiała ponownie opuścić swój dom i wrócić na wzgórze Montjuic na cały sezon 2027-28. Szefowie klubu mają nadzieję, że projekt Espai Barca nie napotka już więcej opóźnień, które regularnie pojawiały się od startu prac w 2023 roku. Dopiero finalizacja wszystkich etapów budowy ma ostatecznie zamknąć mroczny rozdział finansowych problemów klubu.
