Real Madryt zmaga się z potężnym kryzysem wizerunkowym po bójce, do której doszło między Fede Valverde a Aurelienem Tchouamenim. Choć sezon dobiega końca, uwaga mediów skupiła się na Valdebebas z powodu skandalicznych wydarzeń podczas czwartkowego treningu. Klub wszczął już oficjalne dochodzenie dyscyplinarne przeciwko obu zawodnikom.
Fede Valverde ucierpiał w starciu najbardziej i z powodu urazu głowy wypadnie z gry na najbliższe dwa tygodnie. Urugwajczyk zaprzecza, jakoby doszło do rękoczynów, co stoi w sprzeczności z doniesieniami medialnymi i relacjami świadków. Piłkarz twierdzi, że nikt go nie uderzył, jednak jego oświadczenie wywołało falę krytyki wewnątrz klubu. Szatnia Realu Madryt uważa, że to właśnie Valverde przekroczył granice, oskarżając Francuza o wynoszenie informacji do prasy.
Bunt w szatni przeciwko kapitanowi
Koledzy z drużyny są rozczarowani postawą Valverde bardziej niż zachowaniem Tchouameniego. Według informacji Cadena SER oraz The Athletic, postawa Urugwajczyka przez cały rok była określana jako niegodna kapitana. Pod nieobecność kontuzjowanego Daniego Carvajala to Valverde miał być autorytetem w zespole, jednak zamiast łagodzić nastroje, doprowadził do eskalacji konfliktu. Wiele źródeł potwierdza, że zawodnicy mają dość zachowania wicekapitana, który nie udźwignął swojej roli.
Władze Realu Madryt planują nałożyć na Valverde surowszą karę niż na Tchouameniego. Klub uznaje, że na wicekapitanie spoczywa większa odpowiedzialność za atmosferę w grupie. Wszystko wskazuje na to, że pomocnik nie pojawi się już na boisku w tym sezonie, z wyjątkiem ewentualnego występu w ostatniej kolejce przeciwko Athletic Club. Incydent ten rzuca cień na przyszłość zawodnika w hierarchii dowodzenia Królewskich.
