Andrea Stella spodziewa się, że Ferrari oraz Red Bull będą miały przewagę nad McLarenem i Mercedesem podczas Grand Prix Kanady. Wszystko przez testy opon deszczowych Pirelli, które odbyły się wcześniej w tym roku. Choć dane z testów są udostępniane wszystkim, bezpośrednie doświadczenie na torze daje rywalom bezcenną wiedzę o zachowaniu bolidów w trudnych warunkach.
Sytuacja jest o tyle istotna, że prognozy na wyścig w Montrealu przewidują opady deszczu. Ferrari i Red Bull jako jedyne zespoły zdecydowały się na jazdę po mokrej nawierzchni podczas styczniowego shakedownu w Barcelonie. Dodatkowo Lewis Hamilton sprawdzał ogumienie we Fiorano, a Pierre Gasly z Alpine testował w Magny-Cours. Red Bull zbierał też dane na Suzuce, gdzie szansę otrzymali Isack Hadjar, Arvid Lindblad oraz Liam Lawson.
Problematyczne jednostki napędowe i niska temperatura
Stella uważa, że największym wyzwaniem jest nieprzewidywalność jednostek napędowych na mokrym torze. Według szefa McLarena praca silnika w takich warunkach odbiega od symulacji, co czyni go elementem budzącym niepokój. Zespoły, które już jeździły w deszczu, wiedzą o tych reakcjach znacznie więcej. Brak sesji deszczowych podczas dotychczasowych weekendów wyścigowych sprawia, że inżynierowie nie mają punktu odniesienia do kalibracji systemów.
Warunki na Ile Notre-Dame zapowiadają się ekstremalnie. Temperatura ma oscylować wokół zaledwie 12 stopni Celsjusza, co przy gładkiej nawierzchni toru utrudni dogrzanie opon. Pierre Gasly potwierdza te obawy, wskazując na bardzo niski poziom przyczepności. Francuz przewiduje, że połączenie zimna, deszczu i braku szybkich zakrętów doprowadzi do pełnego zwrotów akcji wyścigu, w którym doświadczenie z testów okaże się kluczowe.
