Fernando Alonso zachowuje spokój mimo fatalnych wyników Aston Martina podczas przedsezonowych testów. Hiszpan wierzy, że Adrian Newey szybko opanuje kryzys i wyprowadzi zespół na prostą.
Sytuacja stajni z Silverstone wygląda dramatycznie, a problemy piętrzą się od miesięcy. Wszystko zaczęło się od czteromiesięcznego opóźnienia w programie tunelu aerodynamicznego, co przełożyło się na fatalny start w Barcelonie. Zespół wyjechał na tor dopiero czwartego dnia, tracąc bezcenny czas. W Bahrajnie nie było lepiej – awarie jednostki napędowej Hondy i usterki mechaniczne sprawiły, że Lance Stroll przejechał zaledwie 36 okrążeń, a po wszystkim przyznał ze smutkiem, że tracą do rywali aż cztery sekundy.
Mimo że Alonso wykręcił drugi najgorszy czas okrążenia, nie traci wiary w geniusz swojego szefa. Podkreśla, że Newey ma na koncie dwanaście mistrzowskich konstrukcji i nie mógł nagle zapomnieć, jak buduje się szybkie podwozie. Dwukrotny mistrz świata przyznaje, że zrozumienie nowych przepisów dotyczących silników jest trudne, ale kwestia aerodynamiki nie budzi jego wątpliwości. Hiszpan jest przekonany, że nawet jeśli teraz nie są gotowi na sto procent, to dzięki doświadczeniu Adriana szybko naprawią wszelkie niedociągnięcia.
W podobnym tonie wypowiada się ambasador marki, Pedro de la Rosa, który obserwował reakcję zespołu na niepowodzenia w Bahrajnie. Jego zdaniem obecność Neweya zmieniła strukturę dowodzenia, a jego autorytet sprawia, że nikt nie kwestionuje obranego kierunku. Choć w ekipie nikt nie jest zadowolony z faktu, że bolid jest o dwie sekundy wolniejszy od oczekiwań, de la Rosa zapewnia, że w garażu nie ma paniki. Silne przywództwo ma być kluczem do przetrwania tego trudnego momentu.
