Domantas Sabonis zostaje w Sacramento Kings, mimo że jego przyszłość w klubie wisiała na włosku przez wiele miesięcy. Litewski środkowy, który ma przed sobą jeszcze dwa lata kontraktu warte 94 miliony dolarów, ostatecznie zadeklarował pełne oddanie drużynie po serii nieudanych prób transferowych. Jak donosi Anthony Slater z ESPN, trzykrotny uczestnik Meczu Gwiazd jest gotowy, by w pełni zaangażować się w nadchodzący sezon w barwach Kings.
Najbliżej pozyskania Sabonisa byli Toronto Raptors, którzy negocjowali wymianę opartą na pakiecie z RJ Barrettem. Transakcja, na którą zawodnik wyrażał zgodę, legła jednak w gruzach z powodów finansowych. Kanadyjski zespół nie zdołał wytransferować Jakoba Poeltla, którego umowa opiewająca na 84 miliony dolarów okazała się zbyt dużym obciążeniem. To właśnie ten zablokowany ruch sprawił, że Sabonis nie zmienił adresu przed ubiegłorocznym terminem wymian, a później musiał poddać się operacji łąkotki.
Nieudane rozmowy z Detroit i Charlotte
Generalny menedżer Scott Perry nie ustawał w poszukiwaniach nowego pracodawcy dla swojego lidera nawet po zakończeniu sezonu. W lipcu doszło do spotkania z Jalenem Durenem z Detroit Pistons, aby zbadać grunt pod ewentualną transakcję typu sign-and-trade. Detroit nie zamierzało jednak oddawać swojego młodego środkowego. Podobnym fiaskiem zakończyły się rozmowy z Charlotte Hornets, którzy zamiast budować duet Sabonis-Ball, postawili na całkowitą przebudowę składu i odmłodzenie kadry.
W minionym sezonie Sabonis wystąpił w zaledwie 19 spotkaniach, co było pokłosiem problemów zdrowotnych i wspomnianego urazu kolana. W czasie spędzonym na parkiecie notował średnio 15,8 punktu, 11,4 zbiórki oraz 4,1 asysty. Choć Sacramento kontaktowało się w jego sprawie nawet z Boston Celtics, żadna z ofert nie okazała się wystarczająco atrakcyjna. Teraz obie strony muszą zapomnieć o transferowych spekulacjach i skupić się na walce o zwycięstwa w nowym rozdaniu.
