Aryna Sabalenka nie kryje wściekłości po sensacyjnej porażce w ćwierćfinale Roland Garros z Dianą Shnaider. Liderka światowego rankingu prowadziła już 6:3, 4:1, by ostatecznie przegrać dziesięć gemów z rzędu i pożegnać się z turniejem. Głównym tematem sporu stał się otwarty dach nad kortem Philippe-Chatrier.
Podczas spotkania porywy wiatru osiągały prędkość 56 km/h, co zdaniem Sabalenki uniemożliwiało normalną grę. Tenisistka publicznie zapytała, dlaczego organizatorzy nie zdecydowali się na zamknięcie dachu, nazywając widowisko „brudnym tenisem”. Zawodniczka przypomniała sytuację z poprzedniego roku, gdy w podobnych warunkach dach zamknięto na mecze mężczyzn, co odebrała jako przejaw nierównego traktowania i dbania o jakość gry tylko w męskim turnieju.
Sztywne procedury i techniczne ograniczenia dachu
Organizatorzy Roland Garros odpowiedzieli na zarzuty oficjalnym oświadczeniem, powołując się na rygorystyczne wytyczne. Zgodnie z przepisami dach nie jest zamykany przed zagrożeniami pogodowymi, chyba że wiatr przekracza 60 km/h lub występują opady deszczu. Kluczowym faktem jest ograniczenie techniczne: mechanizm zamykania dachu nie może pracować, gdy prędkość wiatru na zewnątrz obiektu jest wyższa niż dopuszczalna norma 60 km/h.
Sytuację zaostrzył fakt, że w kolejnym meczu dnia pomiędzy Felixem Auger-Aliassime a Flavio Cobollim dach był zamknięty przez trzy z czterech rozegranych setów. Dla Sabalenki to kolejna bolesna lekcja w Paryżu związana z pogodą. W 2025 roku wiatr stał się jej głównym przeciwnikiem w przegranym finale przeciwko Coco Gauff. Tym razem porażka z Shnaider oznacza, że to Rosjanka zagra o finał z Mają Chwalińską.
