Maja Chwalińska kontynuuje swój bajkowy marsz podczas French Open 2026. Polska tenisistka pokonała w półfinale rozstawioną z numerem 23 Dianę Shnaider 7:6(4), 6:4 i zameldowała się w wielkim finale turnieju. To historyczne osiągnięcie, ponieważ 24-letnia zawodniczka została pierwszą kwalifikantką w erze Open, która dotarła do decydującego meczu na kortach Roland Garros.
Leworęczna Polka zaprezentowała w półfinale niezwykłą precyzję, notując 32 uderzenia kończące przy zaledwie 17 niewymuszonych błędach. Chwalińska wygrała już dziewięć kolejnych spotkań w Paryżu, tracąc w nich tylko jednego seta. Przed rozpoczęciem turnieju zajmowała 114. miejsce w rankingu WTA, a dzięki fenomenalnej postawie zanotowała awans o 93 lokaty. W najnowszym zestawieniu „na żywo” zajmuje rekordową, 21. pozycję na świecie.
Historyczny finał i walka z własnymi słabościami
W pomeczowym wywiadzie Chwalińska nie kryła ogromnych emocji, przyznając, że czuje się jak we śnie. Tenisistka szczerze opowiedziała o trudach fizycznych i psychicznych związanych z grą dzień po dniu przeciwko najlepszym zawodniczkom globu. Wyznała, że mimo zachowywanego na korcie spokoju, w jej wnętrzu szaleje burza. Polka podkreśliła, że kluczem do sukcesu jest dla niej opanowanie, które pozwala jej prezentować najlepszy tenis w karierze.
W wielkim finale, który odbędzie się w sobotę, rywalką Polki będzie ósma rakieta świata, Mirra Andreeva. Chwalińska miała okazję obserwować fragmenty gry swojej przyszłej przeciwniczki i określiła jej postawę jako niesamowitą. Polska zawodniczka zapowiedziała, że da z siebie wszystko w tym decydującym starciu. Teraz skupia się na regeneracji i próbie nacieszenia się chwilą przed najważniejszym meczem w dotychczasowej karierze.
