Iga Świątek przystępuje do północnoamerykańskiego cyklu turniejów na kortach twardych w najtrudniejszym momencie od lat. Polka, która w 2026 roku dotarła do zaledwie jednego półfinału w dziesięciu startach, musi drastycznie poprawić wyniki, by uniknąć bolesnego spadku w rankingu WTA.
Obecna sytuacja w zestawieniu Live Rankings jest alarmująca. Świątek zajmuje ósmą lokatę, co jest jej najniższym wynikiem od ponad roku. Przewaga nad rywalkami jest minimalna – to zaledwie 80 punktów nad dziewiątą Eliną Svitoliną i 183 punkty nad zamykającą dziesiątkę Amandą Anisimovą. Po bolesnych porażkach z Alex Ealą na Wimbledonie oraz Martą Kostyuk podczas French Open, polska tenisistka zdecydowała się na radykalny krok i zakończenie trwającej 18 miesięcy współpracy z trenerem Wimem Fissette'em.
Nowy etap z człowiekiem od sukcesów Nadala
Nadzieją na przełamanie kryzysu ma być Francisco Roig, który przez blisko dwie dekady wspierał Rafaela Nadala w drodze po 22 tytuły wielkoszlemowe. Świątek podkreśla, że po intensywnym okresie przygotowawczym w końcu miała czas na wdrożenie zmian technicznych, których oczekuje od niej nowy szkoleniowiec. Turniej w Toronto, rozpoczynający się 2 sierpnia, będzie ich pierwszym wspólnym sprawdzianem na twardej nawierzchni, gdzie Polka chce w pełni skupić się na nowym systemie gry.
„Na kortach twardych czuję, że mogę bardziej skupić się na kwestiach technicznych, które Francisco chciał, abym zmieniła, i to będzie mój główny cel na najbliższe tygodnie” – przyznała Świątek podczas ceremonii losowania drabinki w Kanadzie. Zawodniczka dodała, że dwutygodniowy okres treningowy pozwolił jej poczuć się pewniej przed startem zmagań, co ma być kluczowe w kontekście realizacji celów nakreślonych przez hiszpańskiego trenera.
Droga do sukcesu w Toronto nie będzie jednak łatwa. Po meczu otwarcia z Wang Xinyu lub Sarą Bejlek, Świątek może trafić na Donnę Vekic, a w czwartej rundzie na swoją pogromczynię z Paryża, Martę Kostyuk. W dalszej fazie turnieju na drodze Polki mogą stanąć takie zawodniczki jak Jessica Pegula, Aryna Sabalenka czy Amanda Anisimova. Stawka jest ogromna, bo każdy błąd może kosztować byłą liderkę rankingu wypadnięcie z prestiżowego grona Top 10.
