Katie Boulter sprawiła ogromną niespodziankę na kortach Queen’s, eliminując Elenę Rybakinę w ćwierćfinale turnieju. Brytyjka przetrwała trzysetową batalię, wygrywając 7-5, 2-6, 6-4 i notując jedno z najcenniejszych zwycięstw w swojej karierze. Jak donoszą media, był to dla niej dzień pełen wyzwań, gdyż wcześniej musiała pokonać także Jaqueline Cristian.
Dla Boulter był to moment szczególny, ponieważ Rybakina była dla niej rywalką wyjątkowo niewygodną. Wcześniejsze starcia obu tenisistek kończyły się bolesnymi porażkami Brytyjki, w tym dotkliwym 1-6, 1-6 podczas Wimbledonu w 2023 roku. Tym razem reprezentantka gospodarzy wytrzymała presję na korcie imienia Andy'ego Murraya, notując dopiero drugą w karierze wygraną nad zawodniczką z czołowej piątki rankingu WTA. Sukces ten smakuje tym lepiej, że Boulter musiała radzić sobie z demonami przeszłości.
Trauma z Wimbledonu paliwem do zwycięstwa
Podczas konferencji prasowej Boulter nie ukrywała, że poprzednia klęska z Rybakiną była dla niej motywacją. Przyznała, że tamto spotkanie zostawiło w niej ślad, który chciała za wszelką cenę zmazać przed własną publicznością. „Tamten mecz trochę mnie okaleczył. Chciałam dziś wyjść i udowodnić, że potrafię grać agresywnie i po prostu iść po swoje, bo ostatnim razem sobie na to nie pozwoliłam” — wyjaśniła Boulter. Zawodniczka podkreśliła, że kluczem do sukcesu było zaufanie do własnych umiejętności oraz wsparcie sztabu szkoleniowego.
Zwycięstwo nad mistrzynią Australian Open otwiera przed Brytyjką szansę na wielki finał. W półfinale Queen’s jej przeciwniczką będzie Donna Vekic. Chorwatka, która do turnieju głównego dostała się jako „szczęśliwa przegrana”, prezentuje w Londynie wyborną formę, tracąc po drodze tylko jednego seta. Boulter musi teraz utrzymać koncentrację, by po wyeliminowaniu faworytki nie zmarnować szansy na końcowy triumf przed własnymi kibicami, którzy nieśli ją do wygranej w starciu z Rybakiną.
