Elena Rybakina przyjeżdżała na tegoroczny Wimbledon jako główna faworytka do końcowego zwycięstwa, jednak jej przygoda z turniejem zakończyła się niespodziewanie szybko. Kazaszka nie zdołała awansować nawet do drugiego tygodnia zmagań, co wywołało ogromne poruszenie wśród ekspertów i kibiców śledzących walkę o szczyt rankingu WTA. Po znakomitym początku sezonu i triumfie w Australian Open, taka zapaść formy na trawie jest trudna do racjonalnego wytłumaczenia.
Sytuacja jest tym bardziej bolesna, że Rybakina miała realną szansę na zdetronizowanie Aryny Sabalenki i objęcie fotela liderki światowego rankingu. Po porażce w trzeciej rundzie z Elise Mertens, na zawodniczkę spadła fala krytyki. Anastasia Pawluczenkowa, finalistka French Open z 2021 roku, która wielokrotnie grała z Rybakiną w deblu, nie ukrywa swojego rozczarowania postawą młodszej koleżanki na kortach w Londynie, nazywając jej występ niezrozumiałym.
„Jestem bardzo rozczarowana, że Rybakina przegrywa stosunkowo wcześnie w Szlemach, ponieważ jest numerem dwa na świecie i ma realną szansę, by po raz pierwszy zostać numerem jeden. Może glina nie jest jej nawierzchnią, ale trawa – to było dziwne” – przyznała otwarcie Pawluczenkowa w rozmowie z Tennis Bolshe. Rosjanka sugeruje, że presja związana z pogonią za rankingowym szczytem mogła sparaliżować reprezentantkę Kazachstanu w kluczowych momentach meczu.
Rankingowa matematyka i trudna jesień Rybakiny
Mimo fatalnego występu w Londynie, walka o pierwsze miejsce wciąż pozostaje otwarta, ponieważ Sabalenka również odpadła na etapie ćwierćfinału. Różnica między tenisistkami wynosi obecnie zaledwie 407 punktów przed rozpoczęciem amerykańskiej części sezonu. Rybakina zdecydowała się jednak wycofać z nadchodzącego turnieju w Waszyngtonie, co oznacza stratę kolejnych punktów. Prawdziwe wyzwanie nadejdzie jednak pod koniec roku, gdy będzie musiała bronić aż 1500 punktów za ubiegłoroczne, niepokonane zwycięstwo w WTA Finals.
