Maddison Inglis zakończyła przygodę z Australian Open porażką z Igą Świątek, jednak kort opuszczała z podniesioną głową i zapewnioną stabilizacją finansową. Australijka, która dzięki życiowemu sukcesowi zainkasowała 480 tysięcy dolarów, przyznała z rozbrajającą szczerością, że w ramach nagrody za dwa tygodnie morderczej walki kupi sobie... toster, o którym marzyła od lat.
Zderzenie z wielkim tenisem na oczach całego kraju
Dla Maddison Inglis, sklasyfikowanej na 168. miejscu w rankingu WTA, występ na korcie centralnym był zwieńczeniem dwutygodniowego marszu, który rozpoczął się jeszcze w eliminacjach. Po wyeliminowaniu Kimberly Birrell oraz Laury Siegemund, reprezentantka gospodarzy stanęła przed najtrudniejszą próbą w karierze – starciem z Igą Świątek.
Polska tenisistka zaprezentowała bezwzględną formę, wygrywając pierwszego seta bez straty gema i ostatecznie triumfując 6:0, 6:3. Inglis nie kryła po meczu uznania dla klasy rywalki, przyznając, że presja narzucana przez Polkę przy każdej piłce jest na zupełnie innym poziomie, niż wszystko, z czym mierzyła się do tej pory.
Mimo jednostronnego wyniku, Australijka potrafiła cieszyć się każdą udaną akcją. Celebrowanie wygranych gemów w drugiej partii nie było wyrazem lekceważenia wyniku, lecz próbą nawiązania kontaktu z publicznością i czerpania radości z rzadkiej okazji do gry na Rod Laver Arena.
„Dałam z siebie wszystko przez te dwa tygodnie” – podkreśliła 28-letnia zawodniczka, która do czwartej rundy awansowała także dzięki szczęśliwemu splotowi zdarzeń i wycofaniu się kontuzjowanej Naomi Osaki.
Pieniądze, które dają spokój i wymarzony... toster
Życiowy sukces sportowy przyniósł za sobą wymierne korzyści finansowe. Premia w wysokości 480 tysięcy dolarów australijskich to dla zawodniczki z drugiej setki rankingu kwota, która całkowicie zmienia jej sytuację zawodową. Inglis zapowiedziała, że większość wygranej przeznaczy na inwestycje w swój zespół i ułatwienie podróży po turniejach, co pozwoli jej i jej bliskim na nieco łatwiejszy byt w trakcie wyczerpującego sezonu.
W rozmowie z dziennikarzami tenisistka zdobyła się na szczere wyznanie dotyczące jej planów na prywatne zakupy. Okazuje się, że po latach wyrzeczeń i oszczędnego gospodarowania budżetem, Inglis zamierza zafundować sobie prezent, o którym myślała od dawna.
„Bardzo długo chciałam mieć toster marki Smeg. Ale zawsze powtarzałam sobie: nie, nie możesz tego zrobić” – przyznała Australijka.
Teraz, z czekiem na blisko pół miliona dolarów, do zestawu zamierza dokupić także czajnik. Zanim jednak Inglis wyjedzie na zasłużony odpoczynek na Gold Coast, zamierza zostać w Melbourne, aby z trybun wspierać swojego narzeczonego, Jasona Kublera, w jego zmaganiach deblowych.
