Danylo Sikan trafił do Anderlechtu za 4 miliony euro, ale jego przygoda w Belgii zamienia się w sportowy dramat. Ukraiński napastnik zmaga się z bolesną kontuzją, która wyklucza go z gry do końca obecnego sezonu. Jak donosi HLN, kulisy tego transferu obnażają głęboki konflikt między sztabem szkoleniowym a pionem sportowym, który doprowadził do jednej z najbardziej kontrowersyjnych decyzji finansowych klubu w ostatnich latach.
Trener nie chciał tego transferu
Besnik Hasi, były już trener Anderlechtu, w rozmowie z mediami nie gryzł się w język i otwarcie przyznał, że od początku blokował sprowadzenie Sikana. Szkoleniowiec twierdzi, że nie widział miejsca dla Ukraińca w zespole ani latem, ani zimą, a mimo to władze klubu zdecydowały się na kosztowny zakup. Rozbieżność wizji między trenerem a dyrektorem sportowym Olivierem Renardem była uderzająca, zwłaszcza że klub dysponował bardzo ograniczonym budżetem transferowym.
Sytuację pogarsza fakt, że podczas testów medycznych przed podpisaniem kontraktu pojawiły się niepokojące sygnały ostrzegawcze. Anderlecht, desperacko poszukujący wzmocnienia ataku, zignorował jednak te ostrzeżenia i sfinalizował umowę z Trabzonsporem. Teraz Sikan cierpi na pubalgię, co prawdopodobnie zmusi go do poddania się operacji. Zamiast goli, które strzelał w barwach Szachtara Donieck, kibice oglądają jedynie kolejne raporty medyczne o stanie zdrowia zawodnika.
Mimo fatalnego początku i braku regularnej gry, Olivier Renard wciąż broni swojej decyzji i przekonuje, że Sikan ma odpowiednie umiejętności. Były dyrektor sportowy pierwotnie planował jedynie wypożyczenie z opcją wykupu, ale turecki klub wymusił transfer definitywny. Obecnie napastnik musi skupić się na pełnej regeneracji, aby w przyszłości udowodnić, że 4 miliony euro nie zostały wyrzucone w błoto. Na ten moment inwestycja jest jednak oceniana jako ogromne ryzyko, które się nie opłaciło.
