Trener Wisły Płock, Mariusz Misiura, zdaje sobie sprawę z tego, że wielu kibiców skreśliło już jego ekipę z walki o europejskie puchary. Szkoleniowiec mówi jednak o tym, z jakimi problemami boryka się zespół i jak w jego perspektywie wygląda aktualna sytuacja „Nafciarzy”.
Starcie 32. kolejki Ekstraklasy z Motorem Lublin Wisła Płock rozegra bez pierwszego bramkarza. Rafał Leszczyński, który obejrzał żółtą kartkę w przegranym 0:3 meczu na stadionie Pogoni Szczecin, musi pauzować i nie pojawi się na boisku w niedzielę. O obsadzie tej pozycji decydować będzie Misiura, który ma do dyspozycji Jakuba Burka oraz Stanisława Pruszkowskiego.
Szkoleniowiec nie ukrywa, że traktuje tę sytuację jako naturalną część pracy z szeroką kadrą.
„Każdy bramkarz, tak jak Rafał, kiedyś miał ten swój pierwszy moment" — powiedział Misiura
Zapewnił, że obaj kandydaci do gry są odpowiednio przygotowani.
„Mamy 31 zawodników w kadrze i oni cały czas są w procesie, właśnie po to, żeby w takich momentach być przygotowanym. Wierzę, że obojętnie czy to będzie Bury, czy Stasiu, pomogą nam wygrać mecz" — dodał trener Nafciarzy.
Rywal jest w tym momencie zdecydowanie w gorszym położeniu ligowym. Motor Lublin zajmuje 14. miejsce z dorobkiem 39 punktów i wciąż nie ma matematycznej pewności utrzymania. Forma Lublinian jest przy tym bardzo niepokojąca — trzy ostatnie mecze to trzy porażki: 0:1 z Lechem Poznań, 0:2 z Widzewem Łódź i 2:3 z GKS-em Katowice.
Wisła też jednak ostatnio nie ma lekko, gdyż doznała dwóch porażek z rzędu — 0:1 z Radomiakiem Radom i wspomnianego 0:3 ze Szczecina — co wywołało w mediach społecznościowych lawinę komentarzy sugerujących, że drużyna mentalnie jest już na wakacjach. Misiura odrzuca tę tezę stanowczo i jest pewien, że w jego drużynie nikt nie myśli już o tym, by sezon jak najszybciej dobiegł końca.
„Nawet to, że przegraliśmy teraz mecz z Pogonią Szczecin czy wcześniej z Radomiakiem, to nie ma żadnego u nas poczucia półprocentowego, że komuś nie zależy, żeby zająć wyższe miejsce" — powiedział szkoleniowiec.
Wskazał przy tym konkretną przyczynę obu porażek: stałe fragmenty gry, z których Nafciarze tracili bramki w obu spotkaniach.
Klub, który wracał do Ekstraklasy jako główny kandydat do natychmiastowego powrotu na zaplecze ligi, był zimą liderem rozgrywek, a na trzy kolejki przed końcem sezonu realistycznie może myśleć o grze nawet w europejskich pucharach. Misiura przy każdej okazji stara się studzić emocje i apeluje o zachowanie odpowiedniej perspektywy. Jako kontrprzykład wskazuje Pogoń Szczecin — finalistę Pucharu Polski sprzed roku — która po wygranej z Wisłą wciąż nie ma zapewnionego utrzymania, a także Legię Warszawa i Widzew Łódź walczące o ligowy byt.
„Cieszmy się, potrafmy się cieszyć z małych rzeczy" — powiedział trener i przypomniał, że swoją pracę w Płocku zaczynał od trzech kolejnych porażek. Dziś jego drużyna walczy o medale.
Problemem zdrowotnym pozostaje sytuacja Łukasza Sekulskiego, który — według słów samego Misiury — pojawia się na boisku z blokadą, ryzykując dalsze uszkodzenie ciała. Trener podkreśla ten fakt jako dowód zaangażowania całej ekipy, jednocześnie zaznaczając, że zespół ma swoje obiektywne limity, o których kibice i komentatorzy zbyt łatwo zapominają.
