Włochy zmierzą się z Bośnią w finale baraży o awans do mistrzostw świata. To spotkanie ma ogromne znaczenie dla najnowszej historii tamtejszego futbolu. Jak donoszą media, Rino Gattuso nie zamierza eksperymentować w tak krytycznym momencie.
Stawka meczu jest niewyobrażalna, ponieważ Azzurri mogą pojechać na pierwszy mundial od 2014 roku. Ewentualny awans daje szansę na pierwszy występ w fazie pucharowej mistrzostw świata od 2006 roku. Z drugiej strony porażka oznacza katastrofę. Włochy mogą zostać pierwszym w historii triumfatorem turnieju, który nie zakwalifikował się na trzy kolejne edycje mistrzostw. Presja na zespole jest gigantyczna, a margines błędu praktycznie przestał istnieć przed jutrzejszym starciem.
Gattuso stawia na sprawdzone nazwiska
Sky Italia informuje, że Rino Gattuso nie podejmie żadnego ryzyka przy ustalaniu składu. Selekcjoner chce utrzymać zestawienie, które wybiegło na mecz przeciwko Irlandii Północnej. Oznacza to, że Francesco Pio Esposito ponownie usiądzie na ławce rezerwowych. Mimo słabego występu w poprzednim spotkaniu, w ataku ma pojawić się Matteo Retegui. Trener ufa sprawdzonym mechanizmom, licząc na to, że stabilizacja w składzie pozwoli uniknąć nerwowości w decydujących fragmentach gry o awans.
Kibice liczyli na debiut Marco Palestry w podstawowej jedenastce po jego dobrych występach w Cagliari. Piłkarz musi jednak zadowolić się rolą zmiennika. Na wahadłach zagrają Matteo Politano oraz Federico Dimarco. Gattuso stawia na doświadczenie i zawodników, którzy znają już ciężar gry o taką stawkę. Każdy błąd w defensywie lub nieskuteczność w ataku może sprawić, że Włosi dopiszą najczarniejszy rozdział w swojej piłkarskiej opowieści, zostając wielkim nieobecnym światowego czempionatu.
