Władze Tottenhamu zdecydowały się utrzymać zaufanie do Roberto De Zerbiego, mimo że zespół znalazł się w najgorszym położeniu od blisko dwóch dekad. Po pięciu kolejkach nowego sezonu londyńczycy zamykają ligową stawkę, co wywołało falę spekulacji na temat przyszłości włoskiego szkoleniowca.
Sytuacja stała się krytyczna po ostatniej domowej porażce z Aston Villą. Jak informuje TEAMtalk, Spurs po raz pierwszy od sezonu 2008/09 zajmują ostatnie miejsce w tabeli po pięciu meczach, nie mając na koncie ani jednego zwycięstwa. Choć De Zerbi przejął zespół pod koniec ubiegłych rozgrywek i uchronił go przed degradacją, obecne wyniki są dalekie od oczekiwań zarządu.
Wielkie wydatki i brak efektów na boisku
Klub mocno wsparł trenera podczas letniego okna transferowego, przeznaczając znaczne kwoty na wzmocnienie składu. Mimo sprowadzenia nowych zawodników, żaden z nich nie zdołał jeszcze zabłysnąć, co potęguje frustrację otoczenia. Postawa zespołu spotkała się z ostrą reakcją ekspertów – Alan Shearer skrytykował dotychczasowe występy, a Christophe Dugarry nie gryzł się w język, oceniając pracę Włocha. Sam De Zerbi stara się zachować spokój, próbując wyjaśnić przyczyny błędów, zwłaszcza tych popełnionych przy straconych golach w ostatnim spotkaniu.
Obecnie pozycja menedżera wydaje się bezpieczna, ponieważ zarząd chce dać mu czas na wyjście z kryzysu. Nie oznacza to jednak, że presja zniknęła całkowicie, a cierpliwość szefów ma swoje granice. Wewnętrzne ustalenia wskazują, że klub oczekuje natychmiastowej poprawy gry i wyników zaraz po przerwie reprezentacyjnej. Kolejne niepowodzenia mogą zmusić władze do podjęcia radykalnych kroków, które nie będą korzystne dla włoskiego trenera.
