Jarosław Królewski po raz kolejny pokazał, że w Wiśle Kraków trener nie jest oceniany wyłącznie przez pryzmat tabeli i kolejnych wyników. Prezes Białej Gwiazdy użył bardzo mocnego przykładu: szkoleniowiec może wygrać dziesięć meczów z rzędu, a mimo to stracić stanowisko.
Wszystko zaczęło się od kolejnego przewrotu trenerskiego w Rakowie Częstochowa. Klub zwolnił Tomasza Kaczmarka po zaledwie kilku tygodniach pracy, i to bezpośrednio po zwycięstwie nad Wieczystą Kraków.
Decyzja spotkała się z dużą krytyką, ale Królewski stanął w obronie Michała Świerczewskiego. Zwrócił uwagę, że osoby z zewnątrz nie mają pełnego obrazu sytuacji wewnątrz klubu i nie znają wszystkich powodów, które prowadzą do takich ruchów.
Przy tej okazji właściciel Wisły wyjaśnił, jak sam patrzy na pracę trenera.
– U nas trener może zostać zwolniony po dziesięciu zwycięstwach z rzędu, ale równie dobrze może zachować stanowisko po dwudziestu porażkach – napisał.
Królewski posłużył się skrajnym przykładem, by pokazać, że sam wynik nie musi być najważniejszym kryterium oceny. Dla władz Wisły znaczenie mają również sposób realizacji klubowej strategii, codzienna praca, rozwój zawodników, funkcjonowanie zespołu od środka oraz zgodność trenera z przyjętym kierunkiem.
Królewski podkreślał też, że klub powinien być zbudowany w taki sposób, aby nie był całkowicie zależny od jednej osoby. Stąd duży nacisk na dane, analizę, procesy i długoterminowy model zarządzania.
W przypadku Mariusza Jopa nie ma obecnie sygnałów świadczących o planowanej zmianie. Wisła zajmuje szóste miejsce, ma 18 punktów po 11 kolejkach i bardzo dobrze radzi sobie na własnym stadionie. Z wypowiedzi właściciela „Białej Gwiazdy” jasno wynika jednak fakt, że ogłoszenie zmian w sztabie przy Reymonta może mieć miejsce niemalże zawsze.
Wisła Kraków o kolejne ligowe punkty powalczy już w sobotę. Co więcej, zagra wtedy właśnie z Rakowem. Start o godzinie 20.15.
