Ćwierćfinały Mistrzostw Świata 2026 nadchodzą niczym finał wielkiej symfonii. Na placu boju pozostało już tylko osiem narodów, a o awansie do strefy medalowej zadecyduje dyscyplina, charakter i umiejętność adaptacji pod gigantyczną presją. To nie są zwykłe mecze, to punkty zwrotne, w których rodzą się legendy.
Francja zmierzy się z Marokiem w spotkaniu pełnym kontrastów. Trójkolorowi uchodzą za faworytów dzięki niesamowitej głębi składu i doświadczeniu, jednak Marokańczycy nie są już tylko kopciuszkiem. Zespół ten skonsolidował swoją strukturę obronną i potrafi boleśnie karać za najmniejsze błędy. Dla ekipy z Afryki to szansa na udowodnienie, że ich poprzedni sukces nie był dziełem przypadku, lecz początkiem stałej obecności w światowej elicie. Francuzi muszą narzucić kontrolę, by uniknąć nerwów w końcówce lub rzutów karnych.
Gwiazdy pod ścianą i nordycka potęga
Argentyna, broniąca tytułu mistrza świata, stanie naprzeciw niezwykle zdyscyplinowanej Szwajcarii. Drużyna prowadzona przez Murata Yakina przestała być postrzegana jako zespół grający defensywnie i potrafi dyktować warunki gry poprzez mądry pressing. To będzie prawdziwy test charakteru dla Argentyńczyków, którzy w tym turnieju pokazywali już momenty słabości. Szwajcarzy czują swoją szansę na sprawienie sensacji, opierając się na kolektywie, który ma przeciwstawić się indywidualnemu geniuszowi mistrzów.
W pozostałych parach Belgia spróbuje zrzucić łatkę wiecznych przegranych w starciu z solidną defensywnie Hiszpanią. Z kolei Anglia, prowadzona przez Thomasa Tuchela, musi znaleźć sposób na zatrzymanie rewelacyjnej Norwegii. Skandynawowie to nie tylko ich „atomowy” napastnik, ale przede wszystkim świetnie naoliwiona maszyna Stale Solbakkena. Choć prognozy wskazują na awans Francji, Argentyny, Anglii oraz Hiszpanii, to właśnie Norwegia jest typowana jako zespół, który ma największe szanse na wyrzucenie giganta za burtę.
