Pierre Gasly przeżył emocjonalny rollercoaster podczas Grand Prix Monako. Francuz stracił wymarzone trzecie miejsce przez kary za przekroczenie prędkości w alei serwisowej. Kierowca Alpine jest załamany decyzjami sędziów i twierdzi, że padł ofiarą niesprawiedliwości, która odebrała mu owoc dziesięciu lat ciężkiej pracy.
Sędziowie nałożyli na Gasly'ego dwie kary czasowe za przekroczenie limitu 60 km/h o zaledwie 0,1 km/h oraz 0,4 km/h. Kierowca dowiedział się o wyroku jeszcze przed końcem wyścigu, podczas czerwonej flagi. W przypływie wściekłości wyrzucił ręcznik, a po przekroczeniu linii mety zdecydował się na sarkastyczne świętowanie. Krzyczał przez radio o trzecim miejscu i machał do kibiców, mimo pełnej świadomości, że oficjalnie spadł na siódmą lokatę.
Kontrowersyjny pomiar prędkości w alei serwisowej
Problemy z prędkością dotknęły wielu kierowców, co sugeruje błąd w systemie pomiarowym. Prawdopodobną przyczyną był ostry kąt, pod jakim bolidy przecinały linię wjazdu do boksów, co skróciło dystans między punktami pomiaru. Inżynier wyścigowy Josh Peckett instruował Gasly'ego, by ten drastycznie zwalniał poniżej limitu, nie rozumiejąc, dlaczego system rejestruje wykroczenia. Alpine złożyło już oficjalny wniosek do FIA o ponowne rozpatrzenie sprawy i zwrot utraconego podium.
Gasly podkreśla, że aktywował ogranicznik prędkości znacznie przed linią i zachował odpowiedni margines bezpieczeństwa. Dla 30-letniego zawodnika podium w Monako było życiowym marzeniem, którego nie chce oddać bez walki. Zespół stara się teraz udowodnić, że bolid A526 ani przez moment nie złamał przepisów. Francuz liczy na to, że federacja dokona właściwego wyboru i przywróci wynik, na który zapracowała cała ekipa z Enstone.
