Oscar Piastri nie krył wściekłości po incydencie z Carlosem Sainzem podczas Grand Prix Węgier. Kierowca McLarena stracił pewne prowadzenie w wyścigu po tym, jak dublowany Hiszpan doprowadził do kolizji.
Do zdarzenia doszło w drugim zakręcie, gdy Sainz, walcząc o pozycję z Fernando Alonso, zignorował sygnały ostrzegawcze i zjechał prosto pod koła lidera. Choć systemy GPS w bolidach zawiodły, sędziowie na torze wyraźnie pokazywali niebieskie flagi. Piastri po zjeździe do boksów utknął w tłoku, a kontakt z Ferrari Sainza kosztował go tyle czasu, że na tor wrócił za plecami kolegi z zespołu, Lando Norrisa. Australijczyk przyznał, że to właśnie ten moment odebrał mu szansę na triumf.
Ostra reakcja kierowcy McLarena
Piastri w pomeczowych wypowiedziach był bezlitosny dla doświadczonego rywala. Podkreślił, że zachowanie Sainza było niedopuszczalne, zwłaszcza że Hiszpan sam często krytykuje innych za błędy na torze. „Walczył z Fernando o ostatnie miejsce, jakby to były mistrzostwa świata. Fakt, że mnie nie widział i nikt mu o tym nie powiedział, jest nie do zaakceptowania. Kiedy robisz coś takiego, myślę, że powinieneś trochę spojrzeć w lustro” — stwierdził ostro kierowca McLarena.
Carlos Sainz bronił się, tłumacząc, że Piastri znalazł się w jego martwym polu widzenia, a brak komunikatów na kierownicy uniemożliwił mu szybką reakcję. Hiszpan otrzymał za ten incydent karę pięciu sekund, co jednak nie zrekompensowało strat McLarena. Piastri ostatecznie nie ukończył wyścigu z powodu awarii skrzyni biegów, podczas gdy Norris dowiózł zwycięstwo do mety. Australijczyk przyznał później, że strategia zespołu była słuszna, a jedynym winowajcą jego porażki pozostaje Sainz.
