Anderlecht wywalczył bilet do europejskich pucharów po zwycięstwie 3:1 nad Sint Truiden. 34-krotny mistrz Belgii dołącza do grona reprezentantów kraju na arenie międzynarodowej obok Club Brugge i Union St Gilloise. To kluczowy moment dla klubu, który rok temu skompromitował się brakiem awansu do fazy ligowej Ligi Konferencji.
Belgijski zespół rozpocznie swoją przygodę od kwalifikacji do Ligi Europy. Jeśli powinie im się noga na tym etapie, otrzymają drugą szansę w Lidze Konferencji. Dla organizacji, która przechodziła przez burzliwy okres pełen dramatów na boisku i poza nim, jest to absolutne minimum. Sukces ten ma wymiar nie tylko sportowy, ale przede wszystkim finansowy, co pozwoli na realizację ambitnych planów transferowych podczas nadchodzącego lata.
Nowe porządki i walka o odzyskanie dawnego blasku
W klubie zachodzą głębokie zmiany strukturalne, a stery przejął nowy dyrektor sportowy Antoine Sibieski. Przed nim ogromne wyzwanie, ponieważ Anderlecht chce ponownie rzucić wyzwanie Club Brugge i Union w walce o mistrzostwo kraju. Sibieski musi teraz zdecydować, czy Jeremy Taravel jest odpowiednią osobą do prowadzenia drużyny w dłuższej perspektywie. Choć trener wprowadził zespół do finału pucharu i zapewnił Europę, jego przyszłość wciąż budzi pewne znaki zapytania.
Zastrzyk gotówki z europejskich pucharów ułatwi przebudowę składu, którą zaplanował Sibieski. Anderlecht nie może sobie pozwolić na kolejny sezon bez sukcesów, jeśli chce wrócić na szczyt belgijskiej hierarchii. Ostatnie zwycięstwo nad Sint Truiden zamyka trudny rozdział i otwiera drogę do odbudowy potęgi, która w minionych miesiącach była wystawiana na ciężką próbę przez liczne zawirowania wewnątrz klubu.
