Atletico Madryt oficjalnie rozpoczęło ofensywę transferową, wysyłając ofertę opiewającą na 35 milionów euro za Matiasa Fernandez-Pardo z Lille OSC. Jak donosi L’Équipe, hiszpański klub chce uprzedzić konkurencję i zabezpieczyć podpis utalentowanego 21-latka jeszcze przed końcem okna. Choć propozycja nie została odrzucona natychmiast, losy transferu zależą teraz od twardych negocjacji na najwyższym szczeblu.
Prezydent Lille, Olivier Létang, słynie z nieustępliwości i oczekuje kwoty znacznie przewyższającej obecną ofertę Madrytczyków. Sytuacja jest o tyle skomplikowana, że belgijski reprezentant posiada kontrakt obowiązujący aż do 2029 roku, co daje francuskiemu klubowi ogromną przewagę przy stole negocjacyjnym. Ruch Atletico może stać się sygnałem dla zespołów z Premier League, które również monitorują sytuację i mogą zostać zmuszone do natychmiastowej reakcji, by nie stracić szansy na pozyskanie zawodnika.
Prezydent Lille zmienia strategię wobec Fernandez-Pardo?
Dotychczasowe stanowisko władz Lille było jasne i nie dopuszczało myśli o sprzedaży kluczowego gracza. Olivier Létang wielokrotnie podkreślał, jak ważną postacią w jego projekcie jest młody Belg, starając się uciąć wszelkie spekulacje transferowe jeszcze przed wpłynięciem oficjalnych dokumentów. „Liczymy na niego, on o tym wie i byliśmy z nim bardzo szczerymi” — przyznał wcześniej prezydent klubu, budując wokół piłkarza mur nie do przebicia dla potencjalnych kupców.
Pojawienie się na biurku formalnej propozycji z Madrytu zmienia jednak dynamikę wydarzeń i stawia deklaracje Létanga pod znakiem zapytania. Choć wcześniej klub deklarował pełne zaufanie do Fernandez-Pardo, wizja zainkasowania ponad 35 milionów euro może skłonić zarząd do rewizji planów. Teraz wszystko zależy od tego, czy Atletico Madryt zdecyduje się podbić stawkę i jak szybko do gry włączą się bogate kluby z Anglii, które dotąd jedynie obserwowały rozwój sytuacji.
