Max Verstappen stracił panowanie nad swoim bolidem RB22 w jednym z najszybszych fragmentów toru Red Bull Ring, uderzając z dużą siłą w barierę. Choć Holender przyznał, że fizycznie czuje się tak dobrze, jak to tylko możliwe, to jego wściekłość wywołała reakcja sędziów. Lider klasyfikacji generalnej uważa, że służby porządkowe zbyt późno zareagowały na zagrożenie, co bezpośrednio wpłynęło na końcowe wyniki walki o pole position.
Kontrowersje budzi fakt, że tuż po rozbiciu auta na torze pojawiła się tylko pojedyncza żółta flaga, zamiast podwójnej. Verstappen dowiedział się o tym dopiero podczas rozmów z dziennikarzami i nie ukrywał swojego zdumienia taką decyzją w tak niebezpiecznym miejscu. „Dopiero teraz o tym usłyszałem. To całkiem szalone” — skomentował krótko czterokrotny mistrz świata, sugerując, że standardy bezpieczeństwa w tej sytuacji zostały nagięte.
FIA odpiera zarzuty i wyjaśnia procedury
Federacja tłumaczy, że postępowała zgodnie z protokołem, a zmiana flagi na podwójną nastąpiła dopiero po 15-20 sekundach, gdy oceniono stopień niebezpieczeństwa. W tym czasie George Russell i Andrea Kimi Antonelli przejechali obok wraku, korzystając z łagodniejszych restrykcji. Russell, który zdobył pole position, bronił decyzji sędziów, twierdząc, że pojedyncza flaga była wystarczająca, ponieważ bolid Red Bulla znajdował się daleko poza torem i nie stwarzał bezpośredniego zagrożenia.
Brytyjczyk podkreślił, że znacząco odjął gazu, co potwierdziły dane telemetryczne, a samego rozbitego auta nawet nie zauważył w ferworze walki. „Myślałem, że samochód pojechał dalej, bo w ogóle go nie widziałem. Był tak daleko od toru” — wyjaśnił Russell. Gdyby sędziowie od razu pokazali podwójną żółtą flagę, czas okrążenia kierowcy Mercedesa zostałby natychmiast skasowany, co całkowicie zmieniłoby układ sił na starcie wyścigu o Grand Prix Austrii.
