Everton oddala się od sprowadzenia Gabriela Jesusa z Arsenalu. Choć brazylijski napastnik uchodzi za łakomy kąsek na rynku transferowym, klub z Liverpoolu ma coraz większe obiekcje dotyczące finansowych warunków tej transakcji.
Sytuacja na linii Londyn – Liverpool staje się napięta, ponieważ Arsenal obniżył oczekiwania finansowe do poziomu 20–25 milionów funtów. Dla Evertonu to wciąż bariera nie do przejścia. David Moyes szuka napastnika o innej charakterystyce niż Beto czy Thierno Barry, a Jesus ze swoim doświadczeniem z Manchesteru City idealnie pasowałby do tej koncepcji. Problemem są jednak nie tylko pieniądze dla Arsenalu, ale także wysokie wymagania płacowe samego zawodnika, który wzbudza zainteresowanie klubów z całej Europy.
Statystyki kontra rzeczywistość finansowa na Goodison Park
Liczby Brazylijczyka z ostatniego sezonu pokazują, że mimo zaledwie trzech goli w 14 występach, jego wpływ na grę jest duży. Jesus notował średnio 0,64 bramki oraz blisko 9 kontaktów z piłką w polu karnym rywala na każde 90 minut gry. To statystyki napastnika z najwyższej półki, którego Mikel Arteta nie widzi już jednak w swoich planach. Brak rozmów o nowym kontrakcie w Londynie jasno sugeruje, że czas Jesusa na Emirates Stadium dobiega końca, a piłkarz nie zamierza spieszyć się z wyborem nowego pracodawcy.
Everton musi działać rozważnie, bo na liście życzeń znajduje się także Jarrod Bowen, choć skrzydłowy West Hamu byłby znacznie droższą opcją. Budżet klubu z Merseyside pozostaje zagadką, co skutecznie paraliżuje negocjacje. Jeśli Moyes nie zdecyduje się na szybki ruch, okazja na pozyskanie Jesusa za kwotę rzędu 20 milionów funtów może przejść mu koło nosa. Brazylijczyk ma jeszcze rok umowy z Arsenalem, ale jego odejście tego lata wydaje się przesądzone.
