Michael Edwards odchodzi z roli szefa futbolu w Fenway Sports Group (FSG), co stawia Liverpool przed największym wyzwaniem w erze obecnych właścicieli. Człowiek, który stał za transferami Virgila van Dijka czy Mohameda Salaha, zdecydował się na rezygnację zaledwie dwa lata po powrocie do struktur klubu. Jak donoszą media, powodem jest porzucenie przez FSG ambitnego planu budowy sieci wielu klubów.
Edwards wrócił do Liverpoolu w marcu 2024 roku skuszony wizją stworzenia imperium piłkarskiego na wzór City Football Group czy Red Bulla. Przez miesiące analizował przejęcia klubów we Francji i Hiszpanii, jednak właściciele ostatecznie wycofali się z projektu. Oficjalnie powodem są skomplikowane regulacje UEFA i kwestie finansowe. Dla Edwardsa oznaczało to jednak, że projekt, dla którego porzucił rozbrat z piłką, przestał istnieć, co uczyniło jego odejście nieuniknionym.
Koniec ery genialnych transferów i niepewność na szczytach władzy
Odejście Edwardsa to potężny cios w tożsamość klubu, który przez lata niwelował przewagę finansową rywali dzięki genialnym decyzjom kadrowym. To on stał za sprzedażą Philippe Coutinho za 142 mln funtów, co pozwoliło sfinansować kluczowe wzmocnienia. Teraz struktura zarządzająca Anfield drży w posadach. Richard Hughes, obecny dyrektor sportowy, jest łączony z przenosinami do saudyjskiego Al-Hilal, co potęguje chaos w momencie, gdy klub potrzebuje stabilizacji po odejściu Jurgena Kloppa.
Choć systemy analityczne i skautingowe stworzone przez Edwardsa pozostają na miejscu, Liverpool traci lidera potrafiącego łączyć suche dane z piłkarskim instynktem. To on dostrzegł potencjał w zawodnikach z drużyn spadkowiczów, jak Andy Robertson czy Georginio Wijnaldum. Teraz ciężar odpowiedzialności spadnie na prezydenta FSG, Mike'a Gordona, ale historia sugeruje, że zastąpienie architekta sukcesów z ostatnich lat będzie trudniejsze niż znalezienie następcy jakiegokolwiek piłkarza z obecnej kadry.
