Niemal pięćdziesiąt tysięcy szwedzkich kibiców na trybunach to argument, który przed meczem z Polską pojawia się w mediach najczęściej — tyle że Jakub Kamiński wyraźnie nie zamierza traktować go jak zagrożenia.
W powszechnej narracji poprzedzającej wtorkowy baraż gospodarzom przypisuje się znaczącą przewagę — pełny stadion, własne trybuny, pięćdziesiąt tysięcy gardeł po szwedzkiej stronie. Kamiński jednak odwraca ten argument.
„Przewaga kibiców będzie po stronie Szwedów, ale to nas tylko motywuje" — stwierdził na konferencji prasowej.
Dodał przy tym, że hybrydowa murawa, która wzbudzała pewne obawy, nie powinna stanowić problemu.
„Sprawdziłem ją, wygląda bardzo dobrze i na pewno nie będzie nam przeszkadzać" — zapewnił zawodnik.
Tymczasem o ciężarze tego spotkania najlepiej świadczy inna jego deklaracja — zapytany wprost, czy to najważniejszy mecz w jego karierze, odpowiedział bez wahania:
„Tak, zdecydowanie uważam, że to będzie mój najważniejszy mecz."
Wątek niedoceniania własnych możliwości podjął Kamiński w kontekście słów Zbigniewa Bońka, który publicznie ocenił, że Polska dysponuje lepszymi i bardziej kreatywnymi zawodnikami niż Szwecja.
„Zgadzam się. W takich meczach umiejętności indywidualne i »przebłyski« wiodących postaci odgrywają kluczową rolę. Wielu z nas jest liderami w swoich klubach, jesteśmy w dobrym momencie. Musimy po prostu wyjść na boisko i to udowodnić. Jeśli to zrobimy, wygramy" — powiedział pomocnik.
Osobnym źródłem pewności siebie ma być — paradoksalnie — trudne zwycięstwo z Albanią. Szwedzi przystępują do meczu po przekonującym rozbiciu Ukrainy, Polacy zaś po walce, która kosztowała ich znacznie więcej nerwów. Kamiński jednak dostrzega w tym wartość:
„W meczu z Albanią pokazaliśmy serce i charakter. W sporcie potrzeba też odrobiny szczęścia — my je mieliśmy i mam nadzieję, że jutro nas nie opuści. Dokładając do tego nasze czyste umiejętności, jestem pewien zwycięstwa."
