Novak Djoković pożegnał się z marzeniami o 25. tytule wielkoszlemowym po bolesnej porażce w półfinale Wimbledonu z Jannikiem Sinnerem. Gdy Serb opuszczał kort centralny, wielu kibiców zastanawiało się, czy to był jego ostatni występ w Londynie.
Mimo że Djoković ma już na koncie siedem triumfów w All England Club, tegoroczna kampania okazała się wyjątkowo wyczerpująca. Po morderczym, pięciosetowym boju z Felixem Auger-Aliassime w ćwierćfinale, w starciu z Sinnerem zabrakło mu już sił. Eksperci wskazywali, że tegoroczny turniej był dla niego najlepszą szansą na sukces ze względu na szybką nawierzchnię i nieobecność Carlosa Alcaraza. Mimo porażki Tim Henman, zasiadający w zarządzie All England Club, jest przekonany, że legenda tenisa nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa.
Przyszłość legendy pod znakiem zapytania
Henman opiera swój optymizm na ambicjach Serba, który wciąż wyznacza sobie nowe, odległe cele. „Słyszę, jak mówi o grze na igrzyskach olimpijskich w 2028 roku, więc jestem pewien, że na pewno zobaczymy Djokovicia na Wimbledonie w przyszłym roku” – ocenił były brytyjski tenisista na antenie BBC. Podkreślił przy tym, że dopóki Novak ma w sobie głód rywalizacji i chęć do ciężkiej pracy, powinien kontynuować karierę, na co w pełni zapracował swoimi historycznymi osiągnięciami.
Sam zawodnik, który w przyszłym roku skończy 40 lat, nie zamyka sobie drzwi do powrotu na trawiaste korty, gdzie wygrał aż 107 meczów. „Chciałbym wrócić na Wimbledon przynajmniej jeszcze jeden raz. Zobaczymy” – przyznał Djoković podczas konferencji prasowej. Choć jego plany na resztę sezonu 2026 pozostają niejasne, fani spodziewają się go na US Open. Statystyki przemawiają za Serbem, bo jego skuteczność w Londynie wynosi imponujące 88 procent, co czyni Wimbledon jego statystycznie najlepszym turniejem wielkoszlemowym.
