Era LeBrona Jamesa w Los Angeles Lakers oficjalnie dobiegła końca, a koszykarski świat przeciera oczy ze zdumienia. 41-letni gwiazdor zdecydował się na drastyczny krok, podpisując dwuletni kontrakt z Philadelphia 76ers za zaledwie 8 milionów dolarów. To gigantyczny spadek finansowy dla zawodnika, który w ostatnim sezonie zarobił ponad 52 miliony dolarów, a teraz godzi się na minimum dla weterana, by dołączyć do składu z Joelem Embiidem, Tyrese Maxeyem i Jaylenem Brownem.
Decyzja o przenosinach do Filadelfii wywołała lawinę komentarzy na temat tzw. „pogoni za pierścieniami”. Głos w tej sprawie zabrał Derek Fisher, pięciokrotny mistrz NBA i legenda Lakers, który stanął w obronie Jamesa. Fisher uważa, że w przypadku graczy tej klasy co LeBron, narracja o desperackim szukaniu sukcesu jest błędna. Według niego to nie zawodnik goni za tytułami, ale to jego obecność sprawia, że drużyna staje się realnym kandydatem do mistrzostwa.
Fisher broni statusu lidera i uderza w krytyków
Fisher w programie D-Fish and Decker przedstawił bardzo konkretną perspektywę na temat roli Jamesa w nowym zespole. „Nie gonisz za pierścieniami, gdy jesteś gościem, który te pierścienie tworzy. Kiedy spojrzysz na historię wszystkich wielkich graczy, to tam, gdzie oni są, trafiają pierścienie. Nie na odwrót” – stwierdził stanowczo Fisher. Dodał również, że choć 76ers na papierze wyglądają solidnie bez Jamesa, to właśnie on może być brakującym ogniwem, którego potrzebują do końcowego triumfu.
Sam LeBron James nie ukrywa, że finanse przestały mieć dla niego znaczenie w obliczu sportowych ambicji. Jako pierwszy aktywny gracz NBA ze statusem miliardera, mógł pozwolić sobie na odrzucenie wielkich pieniędzy. Na platformie X wyjaśnił swoje motywacje, podkreślając chęć powrotu na szczyt. „To moja ostatnia decyzja. Nie idę po pieniądze. Nie idę dla rodziny. O co tak naprawdę gram w tym momencie? Wciąż chcę się poświęcać. Wciąż chcę pracować. Wciąż chcę harować” – napisał James.
