Iga Świątek ogłosiła zakończenie współpracy z trenerem Wimem Fissette'em. Decyzja zapadła tuż po rozczarowującym występie w Miami Open, gdzie Polka odpadła już w swoim pierwszym meczu. Trzecia rakieta świata uległa rodaczce Magdzie Linette 6:1, 5:7, 3:6, co przelało czarę goryczy po słabym początku roku.
Współpraca z belgijskim szkoleniowcem trwała od października 2024 roku i była pełna skrajnych emocji. Choć pod wodzą Fissette'a Świątek sięgnęła po wymarzony tytuł na trawiastych kortach Wimbledonu, pokonując w finale Amandę Anisimovą, ostatnie półrocze to wyraźny zjazd formy. Od września ubiegłego roku, kiedy triumfowała w Seulu, sześciokrotna mistrzyni wielkoszlemowa nie zdołała awansować do żadnego finału cyklu WTA, co przy jej standardach uznano za głęboki kryzys.
Gorzkie słowa mistrzyni i niepewna przyszłość
W oficjalnym oświadczeniu Świątek nie ukrywała emocji, pisząc o rozczarowaniu i goryczy po występie w Miami. Tenisistka podkreśliła, że bierze pełną odpowiedzialność za swoje wyniki na korcie. Mimo podziękowań dla trenera za wsparcie i wspólne sukcesy, Polka zdecydowała się na „inną drogę”. Porażka z Linette była o tyle bolesna, że zdarzyła się Świątek pierwszy raz od 73 turniejów, by odpadła już w meczu otwarcia, co tylko przyspieszyło proces zmian w sztabie.
Na ten moment reszta zespołu zawodniczki pozostaje bez zmian. Świątek planuje teraz przerwę na regenerację i przetworzenie ostatnich doświadczeń przed startem sezonu na mączce. Do rywalizacji ma wrócić w kwietniu podczas turnieju w Stuttgarcie. Kibice z niepokojem patrzą na nadchodzące miesiące, pamiętając ubiegłoroczne trudności Polki na kortach ziemnych w Madrycie, Rzymie oraz porażkę z Aryną Sabalenką w półfinale French Open.
