Ayao Komatsu, szef zespołu Haas, przyznaje wprost, że jego ekipa walczy z rywalami w Formule 1 mając obie ręce zawiązane za plecami. Amerykański zespół drastycznie odstaje finansowo od najbogatszych stajni w stawce.
Głównym problemem Haasa jest brak możliwości operowania na poziomie limitu budżetowego, który na sezon 2026 ustalono na 215 milionów dolarów. Obecnie zespół zatrudnia około 400 osób, co wygląda blado przy konkurencji dysponującej kadrą przekraczającą 1000 pracowników. Komatsu podkreśla, że znalezienie dodatkowego finansowania to jego priorytet, ponieważ obecna sytuacja uniemożliwia inżynierom pełne zaprezentowanie ich potencjału w wyścigu zbrojeń.
Nierówna walka o rozwój bolidu
Mimo skromnych zasobów, Haas zanotował imponujący start sezonu, zajmując czwarte miejsce w klasyfikacji konstruktorów po dwóch wyścigach dzięki wynikom Olivera Bearmana. Jednak brak „amunicji” finansowej sprawił, że zespół nie zdobył punktów w ostatnich pięciu Grand Prix. Rywale, dysponujący większymi budżetami, po prostu odjechali Amerykanom w procesie rozwoju technicznego, co widać było na torach w Miami czy Silverstone.
„To nie jest sprawiedliwe wobec naszych ludzi, że mają takie ograniczenia. To tak, jakby walczyli z obiema rękami związanymi za plecami” – przyznał Ayao Komatsu podczas spotkania w Spa-Francorchamps. Szef zespołu zaznaczył jednocześnie, że nie szuka wymówek w braku umiejętności personelu: „Jestem po prostu zdeterminowany, aby zapewnić im środowisko, na jakie zasługują. Mamy ludzi, mamy kierowców, więc jestem pewien, że możemy wrócić do gry”.
Japoński inżynier prowadzi obecnie zaawansowane rozmowy z potencjalnymi partnerami, aby zwiększyć przychody stajni. Komatsu uważa, że osiągnięcie limitu budżetowego to absolutna podstawa, by myśleć o nawiązaniu trwałej walki z czołówką. Na ten moment zespół musi mierzyć się z brutalną rzeczywistością, w której świetna kultura pracy i brak wzajemnego obwiniania się wewnątrz ekipy nie wystarczają, by zniwelować ogromne braki w zasobach sprzętowych i ludzkich.
