Aryna Sabalenka wstrzymała swój pojedynek w trzeciej rundzie US Open, zgłaszając sędziemu prowadzącemu uciążliwy zapach marihuany unoszący się nad kortem. Do incydentu doszło w Louis Armstrong Stadium podczas starcia z Kamilą Rachimową, gdy tenisistka serwowała w trzecim gemie spotkania.
Liderka światowego rankingu przerwała grę przy stanie 30-0, kierując stanowcze słowa w stronę arbitra. „Ktoś pali marihuanę. Czy mógłbyś poprosić, żeby się tym zajęli, bo zapach jest bardzo silny?” – dopytywała 28-letnia zawodniczka. Sędzia natychmiast wezwał przez radio ochronę, która ruszyła w trybuny drugiego co do wielkości obiektu w Flushing Meadows, aby zlokalizować źródło dymu.
Tenisowy świat podzielony w sprawie atmosfery w Nowym Jorku
Sabalenka nie jest jedyną osobą, która w tym tygodniu narzeka na warunki panujące podczas turnieju. Adrian Mannarino po porażce z Alexandrem Bublikiem stwierdził wprost, że US Open zmienia się w „zoo”. Francuz skrytykował nie tylko zapachy, ale i nowe zasady pozwalające kibicom na swobodne poruszanie się po trybunach w trakcie wymian, co jego zdaniem niszczy etykietę dyscypliny.
Zupełnie inne zdanie mają byli amerykańscy tenisiści, którzy w podcaście „Nothing Major” uznali całą sprawę za nieistotną. Sam Querrey otwarcie zakpił z narzekań zawodników, twierdząc, że turniej jest świetny, a ludzie w internecie szukają problemów na siłę. John Isner dodał z kolei, że specyficzny aromat jest nieodłącznym elementem spacerów po Nowym Jorku i nie powinien nikogo dziwić.
Warto przypomnieć, że to nie pierwszy raz, gdy Sabalenka znajduje się w centrum uwagi mediów podczas tegorocznego turnieju. Zaledwie dwa dni temu, 2 września, tenisistka ostro zareagowała na pytania reportera sugerującego, że prowadzi zbyt rozrywkowy tryb życia. Choć palenie marihuany na terenie obiektów jest surowo zabronione, incydent z meczu trzeciej rundy pokazuje, że służby porządkowe mają problem z egzekwowaniem tego zakazu.
