Seryjne włamania do domów piłkarzy Barcelony oraz innych gwiazd ligi hiszpańskiej obnażyły luki w bezpieczeństwie zawodników, a łączna wartość skradzionych przedmiotów, w tym luksusowej biżuterii i zegarków, osiągnęła w skali kraju kwotę dwóch milionów euro.
Zegarki i diamenty na celowniku. Seria kradzieży w domach piłkarzy
Funkcjonariusze katalońskiej policji prowadzą obecnie dwa odrębne dochodzenia dotyczące włamań do domów zawodników FC Barcelony. 30 grudnia, w czasie gdy Pau Cubarsí przebywał na poświątecznym treningu z pierwszą drużyną, z jego mieszkania skradziono luksusowy zegarek.
Niespełna dwa tygodnie później, 10 stycznia, celem stał się dom Joana Garcíi. W tym przypadku sprawcy wykorzystali nieobecność bramkarza, który przebywał w Arabii Saudyjskiej na turnieju o Superpuchar Hiszpanii. Systemy bezpieczeństwa zarejestrowały o godzinie 20:00 wtargnięcie dwóch osób ubranych na czarno. Mimo błyskawicznej reakcji policji oraz prywatnej firmy ochroniarskiej wynajętej przez klub, złodzieje zdołali zbiec z biżuterią. W obu przypadkach barcelońskich sportowców wartość strat oszacowano na poziomie 6 000 euro.
Równolegle do działań w Barcelonie, Policja Narodowa w Madrycie odniosła sukces w walce ze znacznie większą strukturą przestępczą. Sześcioosobowa grupa, złożona z obywateli Hiszpanii, Maroka i Włoch, uczyniła z okradania piłkarzy stałe źródło dochodu, gromadząc łupy o łącznej wartości około dwóch milionów euro.
Najdotkliwsze straty poniósł Rodrygo z Realu Madryt, któremu skradziono przedmioty warte pół miliona euro, w tym kosztowne zegarki i precjoza. Innym poszkodowanym był Radamel Falcao, którego dom w Aravace został zaatakowany przy użyciu siły i zastraszenia personelu.
Mechanizm działania tej grupy był niezwykle wyrafinowany i opierał się na nowoczesnych metodach inwigilacji. Przestępcy skrupulatnie analizowali media społecznościowe, studiując zdjęcia i filmy publikowane przez rodziny zawodników, co pozwalało im na dokładne poznanie rozkładu pomieszczeń oraz lokalizację wartościowych przedmiotów.
Napady planowano niemal wyłącznie na godziny meczowe, co dawało gwarancję, że rezydencje będą puste. Skradzione dobra, w tym diamentowe naszyjniki marki Bulgari warte 16 000 euro, trafiały później do współpracującego z grupą właściciela punktu skupu metali szlachetnych, który fałszował dokumentację finansową, aby uniknąć kontroli skarbowej.
