Marta Kostyuk była o krok od życiowego sukcesu w Roland Garros, ale jej marzenia legły w gruzach w starciu z Mirrą Andreevą. Ukrainka przegrała 1-6, 3-6, choć do półfinału przystępowała z imponującą serią 17 zwycięstw na mączce. Fabrice Santoro, były zawodnik ATP, twierdzi, że kluczowym momentem nie była sama gra, a to, co wydarzyło się dzień wcześniej w drabince turniejowej.
Paraliżująca szansa po upadku faworytki
Zdaniem Santoro, porażka Aryny Sabalenki z Dianą Shnaider drastycznie zmieniła nastawienie Kostyuk. Białorusinka była główną kandydatką do tytułu po wcześniejszych porażkach Igi Świątek, Jeleny Rybakiny i Coco Gauff. Gdy Sabalenka odpadła, Kostyuk nagle poczuła, że jest faworytką do końcowego triumfu. Ta świadomość, połączona z faktem, że wcześniej pokonała Świątek i Svitolinę, miała kompletnie sparaliżować 23-letnią tenisistkę w najważniejszym momencie turnieju w Paryżu.
Kostyuk w rozmowie z mediami zaprzeczała, jakoby presja miała na nią wpływ, twierdząc, że zazwyczaj nie czuje nerwów na korcie. Przyznała jednak, że w meczu z Andreevą wszystko układało się po myśli rywalki, a jej samej brakowało szczęścia. Porażka jest tym bardziej bolesna, że w finale na zwyciężczynię czekała już polska kwalifikantka Maja Chwalińska, zajmująca 114. miejsce w rankingu WTA, co czyniło drogę do tytułu wyjątkowo przystępną.
