Emma Raducanu ma za sobą Roland Garros, o którym chciałaby jak najszybciej zapomnieć. Brytyjska jedynka odpadła już w pierwszej rundzie po porażce z Solaną Sierrą, ale prawdziwy cios nadszedł, gdy sama nie była już na korcie. Wszystko za sprawą niesamowitej postawy Mai Chwalińskiej.
Polska kwalifikantka stała się największą rewelacją turnieju w Paryżu, wygrywając dziewięć meczów z rzędu i tracąc w turnieju głównym zaledwie jednego seta. Chwalińska w drodze do finału pokonała takie zawodniczki jak Anna Kalinskaya, Diane Parry czy Elise Mertens. W półfinale pewnie wygrała z Dianą Shnaider, co pozwoliło jej wyrównać dwa historyczne rekordy należące dotychczas do Raducanu. Polka jest dopiero trzecią tenisistką w Erze Open, która dotarła do swojego pierwszego finału WTA od razu w turnieju wielkoszlemowym.
Historyczna szansa polskiej kwalifikantki
Chwalińska dołączyła do elitarnego grona, w którym wcześniej znajdowały się tylko Venus Williams i właśnie Raducanu. Jest także drugą kwalifikantką w historii, która zagra o tytuł w singlu podczas Wielkiego Szlema. Przed nią stoi teraz szansa na pobicie najważniejszego osiągnięcia Brytyjki z US Open 2021. Jeśli Polka wygra finał, zostanie drugą kwalifikantką w dziejach tenisa z tytułem wielkoszlemowym. Na jej drodze stanie Mirra Andreeva, która w Paryżu prezentuje wyborną formę, tracąc tylko jednego seta w sześciu meczach.
Eksperci wskazują, że Andreeva jest faworytką, ale Chwalińska wielokrotnie udowadniała w tym turnieju, że potrafi sprawiać niespodzianki. Jej największą bronią jest różnorodność zagrań oraz zabójcze skróty, które od trzech tygodni sieją popłoch na paryskich mączkach. Polska tenisistka wchodzi do finału jako zawodniczka, która nie ma nic do stracenia, a jej styl gry oparty na technice i sprycie może okazać się kluczem do pokonania faworyzowanej rywalki w najważniejszym meczu w karierze.
