Sacha Tavolieri poinformował we wtorek, że Everton oficjalnie wycofał się z wyścigu o podpis Mandeli Keity w ostatnich godzinach letniego okna transferowego. Choć 24-letni pomocnik Parmy znajdował się na szczycie listy życzeń Davida Moyesa, klub z Liverpoolu uznał, że dalsze wzmocnienia w tej formacji nie są już niezbędne. To nagły zwrot akcji, biorąc pod uwagę wcześniejsze problemy kadrowe zespołu z Merseyside.
Potrzeba sprowadzenia nowego zawodnika do środka pola wynikała z odejścia Idrissy Gueye oraz problemów zdrowotnych Merlina Rohla, który zmagał się z kondycją w trakcie sezonu 2025/26. David Moyes szukał kogoś, kto zapewni stabilizację przed linią obrony i wykorzysta doświadczenie zebrane na boiskach Serie A. Keita, potrafiący grać zarówno jako defensywny, jak i środkowy pomocnik, wydawał się idealnym kandydatem do wypełnienia tej luki.
Zmiana priorytetów na Goodison Park
Sytuacja Evertonu uległa jednak zmianie po sfinalizowaniu innych transakcji, które uspokoiły nastroje w sztabie szkoleniowym. Wcześniejsze transfery Haydena Hackneya oraz Christiana Norgaarda sprawiły, że kadra Moyesa stała się wystarczająco szeroka, by zrezygnować z kosztownej operacji sprowadzenia Belga. Klub uznał, że posiadane obecnie opcje w centrum boiska gwarantują odpowiednią jakość na nadchodzące miesiące w Premier League.
Mandela Keita pozostanie zatem w Parmie, gdzie od momentu przenosin z Royal Antwerp w sierpniu 2024 roku rozegrał już 74 spotkania. Choć jego dorobek bramkowy to zaledwie jeden gol i trzy asysty, to dyscyplina taktyczna i praca w defensywie przyciągnęły uwagę nie tylko Evertonu, ale również Leeds United. Dla włoskiego klubu zatrzymanie tak istotnego ogniwa przed kolejną kampanią ligową jest ogromnym sukcesem, zwłaszcza że zawodnik stał się jedną z najważniejszych postaci w układance trenera.
