Władze Realu Madryt mają powody do ogromnego zadowolenia w ostatnim dniu okna transferowego. Do klubowej kasy wpłynie niespodziewany zastrzyk gotówki, który jest efektem dalekowzrocznej polityki transferowej Florentino Pereza. Wszystko za sprawą transakcji odbywającej się tysiące kilometrów od stolicy Hiszpanii.
Głównym bohaterem zamieszania jest Chema Andrés, który zeszłego lata przeniósł się do niemieckiego Stuttgartu. Według zagranicznych doniesień zawodnik znajduje się na ostatniej prostej, aby dołączyć do Brighton & Hove Albion w ramach definitywnego transferu do Premier League. Real Madryt, sprzedając piłkarza do Bundesligi, zagwarantował sobie aż 50 procent od kwoty kolejnego transferu. Dzięki tej klauzuli „Królewscy” zainkasują teraz około 11,5 miliona euro, nie wykonując przy tym żadnego dodatkowego ruchu na rynku. To kolejny dowód na to, jak skutecznie klub z Santiago Bernabéu zarządza kartami swoich wychowanków.
„Real Madryt otrzymuje kolejne 11,5 mln euro za Chemę Andrésa, zawodnika, którego bardzo lubię. Tego lata klub zarobił już 220 milionów euro na swoich wychowankach. Nikt nie może kwestionować modelu ekonomicznego Valdebebas” — skomentował sytuację dziennikarz Sergio Valentín. Kwota ta robi wrażenie, biorąc pod uwagę, że mowa o piłkarzach, którzy często nie mieli szans na regularną grę w pierwszym zespole. Madrytczycy udowadniają, że potrafią monetyzować potencjał swojej akademii na niespotykaną dotąd skalę.
Wcześniej tego lata Real Madryt zabezpieczył już znaczące środki dzięki sprzedaży lub aktywacji klauzul takich graczy jak Nico Paz, Gonzalo García, Víctor Muñoz czy Mario Gila. Sukcesywna realizacja strategii opartej na procentach od przyszłych transferów sprawia, że budżet klubu rośnie nawet po zamknięciu najważniejszych transakcji przychodzących. kolejki ligowej.
