Bartosz Zmarzlik zaprezentował w piątek fenomenalną formę podczas finałowego turnieju indywidualnych mistrzostw Polski w Częstochowie. Pięciokrotny mistrz świata wygrał wszystkie swoje biegi w fazie zasadniczej, a następnie zwyciężył również w finale, pokonując Patryka Dudka. Mimo imponującej jazdy, to Dudek zdobył złoto w klasyfikacji generalnej IMP, a Zmarzlik musiał zadowolić się srebrem. Całe zawody rozpoczęły się od kontrowersyjnej decyzji sędziego, która mogła mieć wpływ na końcowy wynik.
W skrócie:
- Bartosz Zmarzlik zdominował finałowy turniej IMP w Częstochowie, wygrywając wszystkie biegi, ale w klasyfikacji generalnej zajął drugie miejsce.
- Patryk Dudek, mimo porażki w finale z Zmarzlikiem, obronił przewagę z poprzednich turniejów i został indywidualnym mistrzem Polski.
- W pierwszym biegu doszło do kontrowersji - Zmarzlik uderzył w Wiktora Przyjemskiego, ale sędzia Artur Kuśmierz nie wykluczył go z powtórki, co wywołało dyskusje.
Kontrowersja, która mogła zmienić wszystko
Wszystko zaczęło się już w pierwszej serii startów. W trzecim biegu zawodów Zmarzlik stracił kontrolę nad motocyklem w pierwszym łuku i uderzył w swojego klubowego kolegę z Orlen Oil Motoru Lublin, Wiktora Przyjemskiego. Dla większości ekspertów i kibiców decyzja powinna być jednoznaczna - wykluczenie. Jednak sędzia Artur Kuśmierz podjął kontrowersyjną decyzję, nakazując powtórkę wyścigu w pełnej obsadzie.
Po zawodach Zmarzlik odniósł się do tej sytuacji w charakterystyczny dla siebie sposób:
"Wy i tak swoje napiszecie. Co ja mam powiedzieć?" - skomentował mistrz świata. "Ja byłem od środka, za bardzo tego nie widziałem. Myślę jednak, że dużo więcej takich sytuacji powinno być powtarzanych w czterech. To jest zdecydowanie bardziej sprawiedliwe" - dodał.
Zbyt duża strata z poprzednich turniejów
Zmarzlik przystępował do finałowego turnieju z sześciopunktową stratą do Dudka w klasyfikacji generalnej. Mimo że w Częstochowie prezentował niewiarygodną szybkość, mijając rywali z łatwością i wygrywając każdy bieg, nie był w stanie zniwelować całej przewagi.
"Zdecydowanie tak. Błędy w Toruniu i w Ostrowie przesądziły" - przyznał Zmarzlik, zapytany czy sześć punktów to była zbyt duża strata do odrobienia. "Cieszę się jednak, że jestem drugi, że cały czas jestem z chłopakami w czołówce. Dzisiaj był znakomity dzień, świetnie mi się jeździło. Można żałować, że niektóre biegi w Toruniu i Ostrowie musiałem pojechać z myślą o czymś, by popróbować, inne motory posprawdzać, ale summa summarum jest fajnie" - stwierdził z uśmiechem.
Ostatecznie Dudek wyprzedził Zmarzlika o trzy punkty w klasyfikacji generalnej. Brązowy medal zdobył Dominik Kubera, który stracił do Zmarzlika w finałowym turnieju aż 8 punktów.
Teraz przed Zmarzlikiem dwa decydujące turnieje cyklu Grand Prix - we Wrocławiu (30 sierpnia) i Vojens (13 września). Tam walczy o swój szósty złoty medal w karierze z Brady'm Kurzem. W tym przypadku to Australijczyk jest goniącym, tracąc do Polaka trzy punkty w klasyfikacji generalnej mistrzostw świata.
"Ja nie patrzę na tego typu rzeczy. Staram się robić swoje i tyle. Jestem ogólnie zadowolony. Dobrze się czuję, jadę w miarę szybko, więc jest wszystko ok" - podsumował Zmarzlik.
